W drodze do zdrowia, szczęścia i samowystarczalności

Share Button

W 2019 odbyłam rekordową liczbę górskich wędrówek i znów po raz pierwszy od dekady wspięłam się na kilka 3 i 4-tysięcznych alpejskich szczytów. Przyszło mi to z pewnym trudem, ale udało się. Trening górski rozpoczęłam już w styczniu 2019 roku. Z każdymi mijającymi miesiącami pokonywałam górskie kilometry słowackiej Małej Fatry, rumuńskich Rodnianów, austriackich Wysokich Taurów, włoskich Alp Penninskich i Graickich: tu i tu Kiedy nadszedł czas podsumowań moich górskich dokonań, już wtedy wiedziałam jedno:

Pomimo tak wielkiego wysiłku ciągle brakuje mi kondycji.

Po powrocie z Włoch podjęłam decyzję, że solidnie się wezmę za siebie. Aby w 2020 być gotową na dalsze przygody, by móc przemierzać wiele kilometrów w różnych górskich warunkach, aby męczyć się mniej, aby wzmocnić wydolność i móc pokonywać coraz to dłuższe dystanse i wspinać się coraz wyżej.

W październiku 2019 zapisałam się do śląskiej sieci klubów sportowych Smart Gym, z postanowieniem codziennego, aktywnego uczestnictwa w zajęciach sportowych. Szybko odkryłam, że największą frajdę sprawiają mi grupowe zajęcia fitness. Do spółki z aktywnością fizyczną zdecydowałam się wyeliminować z diety słodycze i generalnie rozpisałam sobie zdrową i satysfakcjonującą dietę. Wszystko szło wybornie, kilogramy fajnie leciały w dół, koncentracja była na wysokim poziomie, siła rosła dzięki codziennym ćwiczeniom i tak aż do lutego 2020…

Końcówka lutego (21.02.2020) przyniosła bardzo smutną wiadomość, jaką okazała się tragiczna śmierć wybitnego, młodego taternika, Dominika Sochy i jego kolegi. Przez wiele dni odczuwałam stan żałoby. Dominik był mi bliski, no i przede wszystkim druzgocący fakt tak bezsensownej śmierci młodego, utalentowanego, inteligentnego i skromnego człowieka…

W minorowych nutach szopenowskich nokturnów weszłam w etap nowej rzeczywistości, którą zgotował nam kowid, a właściwie nie tyle on, co nasi „włatcy”. Wraz z zamknięciem gospodarki, granic, niemożności spacerowania po lasach i górach, wreszcie, potraktowania Śląska jako zarazowego getta, po łaskawym „odmrożeniu” – przez dłuższy czas w zasięgu moich możliwości pozostały jedynie eksploracje Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. I to raczej rzadko. W wakacje wyjechałam co prawda w Pieniny, Tatry Niżne i Polskie, ale… odnoszę wrażenie, że były to wyjazdy na siłę. Mnóstwo ludzi wpadło na ten sam pomysł i góry w tym roku były rekordowo zadeptane. Znalezienie wolnej kwatery graniczyło z cudem.  A jeszcze zaledwie rok czy dwa lata wcześniej… pamiętam puste szlaki na Hochtor, Rodniany czy Wielką Fatrę. Obawiam się, że to se ne vrati 🙁

Co tu dużo gadać – 2020 rok przyniósł niepewność, marazm i kupę nieszczęścia ludzkiego. Wraz z mijającymi miesiącami beznadziei przybywały nadprogramowe kilogramy, bo siłownie to otwierali, to zamykali. W sumie to można podsumować, że nie było za wiele sposobności, by poćwiczyć na tych siłowniach.

W 2020 roku moje wielkie plany zostały brutalnie zdeptane. Kondycja w stanie krytycznym, nadwaga i wkurwienie. Jak tu żyć?

W końcu dotarło do mnie, że ta beznadzieja pozostanie z nami na długo, ale może warto się nie poddawać, co nam szkodzi powalczyć. Pozostała konieczność urządzania się w nowej, gównianej rzeczywistości, bo niestety lepiej nie będzie. Sory winetu.

Już dobijam do brzegu. Nie możemy być uzależnieni od rzucanych nam ochłapów. Od tego, że politycy pisu zmieniają zdanie jak chorągiewki. Musimy pozostać zdrowymi i silnymi ludźmi na tyle, na ile możemy. Zbuntujmy się i pokażmy, że tak łatwo się nie damy chorobom kardiologicznym, metabolicznym, onkologicznym, psychicznym i wielu innym! Niezależnie od tego, co przyniesie nam przyszłość, dążmy do szczęścia, zdrowia i samowystarczalności.

Będę się z Wami dzielić swoimi pomysłami. O na przykład taki – wprowadziłam nawyk codziennych ćwiczeń w domu, codziennie przez godzinę wykonuję ćwiczenia kardio, daję sobie duży wycisk! I spokojnie czekam na otwarcie siłowni. Czekam aktywnie.

A na koniec wisienka – na blogu pojawi się seria wywiadów z różnymi ciekawymi i inspirującym gośćmi, z którymi poruszę temat jak być szczęśliwym. Już teraz mogę Wam zdradzić, że na pewno się nie zawiedziecie, dlatego zaglądajcie do mnie na bieżąco 🙂

_______________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

10 myśli na temat “W drodze do zdrowia, szczęścia i samowystarczalności

  1. Zawsze jednocześnie podziwiam i nie rozumiem osób chodzących po górach. Zdecydowanie wole na nie patrzeć i podziwiać, niż się wdrapywać. Byłem kilka razy i to zdecydowanie nie jest wysiłek dla mnie interesujący, ale każdemu wedle uznania. Znam osoby, które wręcz świrują, jeśli nie wspinają się kilka razy w roku.

  2. ja w tamtym roku też wzięłam się za siebie, może nie z takimi efektami, ale jest do przodu, więc nie narzekam, teraz powinnam trochę bardziej się przycisnąć, ale ferie z dziećmi trochę mnie rozleniwiły 😉

Dodaj komentarz