Säuleck, 3086 m n.p.m. Hohe Tauern (Wysokie Taury), Ankogelgruppe Austria

Share Button

Säuleck jest wisienką na torcie naszego 9-dniowego tripu, choć trafniej by było rzec wyrypu w Alpach austriackich. Jest zupełnie nieplanowany, a przed przyjazdem tutaj nie wiedziałam nawet o jego istnieniu. Rozplanowaliśmy ambitnie nasz wyjazd, a tu taka niespodzianka. Pogoda nas rozpieściła i na dzień przed powrotem do Polski wykonaliśmy cały plan.

Jest piątek, 28 czerwca, w niedzielę wracamy do domu. Nasze organizmy wyeksploatowane do granic możliwości. Została jeszcze sobota na… no właśnie. Aż by się prosiło zrobić z towarzyszami podróży grilla czy biesiadę, wymieniając się wrażeniami z tego jakże ciężkiego tygodnia. Wszyscy z nas mają już serdecznie dosyć. Spieczeni, odparzeni, posiniaczeni, niektórzy nawet z ranami na twarzy. Jednak, pół żartem, pół serio, padają stwierdzenia: „nikt nie mówił, że będzie lekko” lub: „przecież nie dla przyjemności tu jesteśmy”. I w tym towarzystwie niedoli pada niepewna, choć oczywista decyzja, że w ten ostatni dzień trzeba znowu dać sobie wyciska, a pobyt wykorzystamy do maksimum.

Prognozy pogody zapowiadają się idealnie, nastawiamy budzik na 3:40, jeszcze po jednym ohydnym, austriackim piwie i jednym jeszcze bardziej ohydnym kieliszku austriackiego wina i idziemy spać.

Sobota, 29 czerwca. Noc jest bardzo chłodna, wyruszamy z miejscowości Mallnitz i podjeżdżamy, ile się da w kierunku doliny Dosen. Droga jest bardzo wąska, stroma i przepaścista, uniemożliwia wymijanie się samochodów. Już wiemy, że dojechaliśmy zbyt wysoko, jednak brniemy dalej, aby znaleźć miejsce, by zawrócić. W końcu udaje się nam ten manewr i to w dodatku na czyjejś prywatnej posesji. Odnajdujemy parking na kilka samochodów i wyruszamy w kierunku schroniska Arthur Von Schmid Haus. Ruszamy jeszcze o zmroku, ok. godziny 5.

Szlak wiedzie łagodną drogą wśród pastwisk, mijamy malownicze, bogato zdobione kwiatkami, drewniane zabudowania i dochodzimy do jeziorka Konrad Lacke (1616 m n.p.m.). Tu sielanka się kończy i zaczyna się podejście na pierwszą morenę. Jest zimno, więc nie mamy problemu z utrzymaniem szybkiego tempa. Po pokonaniu pierwszej moreny docieramy do malowniczego wypłaszczenia terenu, na którym znajduje się prywatne schronisko Dosner Hutte 1976 m n.p.m. Za plateau rozpoczyna się podejście na kolejną morenę, za którą będzie oczekiwane schronisko i jezioro Dosner See.


Podejście jest dość męczące, jednak widoki wynagradzają trudy, a pod koniec podejścia jest wodospad. Docieramy do schroniska ok. godz. 7:20. Krótki przystanek. Pojawiają się pierwsze promyki słońca, które natychmiast rozgrzewają atmosferę i nasze ciała. Ze schroniska wychodzi zaspana gospodyni, która pyta: „Co tak wcześnie i czy czegoś nam potrzeba?” Dziękujemy pani i zaczynamy poszukiwania szlaku w kierunku szczytu.

Tutaj muszę się zatrzymać. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, iż czerwiec jest okresem jeszcze nieturystycznym w tym rejonie. Szlaki są zasypane, nieprzetarte, spotkanie z innymi turystami należy do rzadkości i wywołuje zdziwienie. Są silne oblodzenia i zdobywanie 3-tysięcznych szczytów w tym okresie jest nieporównywalnie trudniejsze od robienia tego w sezonie.

Powyżej jeziora, obok którego jest schronisko, znajduje się 200-metrowa ściana, którą szlak omija zachodnią stroną, następnie wiedzie łagodniejszym już terenem w kierunku grani. Teraz niestety na tym łagodnym terenie zalega śnieg, który to tak wcześnie rano jest konsystencji lodu. Powoli i ostrożnie pokonujemy połacie śniegu, a kiedy się tylko da, omijamy terenem skalnym. W pobliżu grani stok robi się już stromy i uniemożliwia nam przejście bez sprzętu.

I znów słowo wyjaśnienia: Säuleck jest górą, której zdobycie rozkłada się na dwa dni. Odległość i różnica wysokości jest zbyt duża jak na jednodniowe wyjście. My, mając tylko 1 dzień, postanowiliśmy spróbować zmierzyć się z tym celem w tak krótkim czasie. Aby to osiągnąć musieliśmy zrezygnować z nadbagażu. Zrezygnowaliśmy z całego sprzętu, nie wzięliśmy liny, asekuracji, raków, czekanów. Mieliśmy tylko kijki. Idąc na lekko zyskaliśmy większe szanse pokonania takiej odległości w jeden dzień.

Im bliżej grani, tym bardziej stromo. Postanawiamy iść grzbietem jeszcze nie głównej grani, ale finalnie osiągającym jej kulminację. Kamienie są luźne, idzie się ciężko, ale jest się czego chwycić. W ten sposób docieramy do przełęczy, z której dalej piargami i głazami osiągamy wierzchołek. Na szczycie jesteśmy ok. godz. 11. Emocje jeszcze trzymają, ale energia opada. Wszyscy mamy stresa, że słońce nie zdąży podtopić śniegu. Widoczność jest dzisiaj najlepsza w stosunku do wszystkich dni. Doskonale widzimy szczyty zdobyte w przeciągu ostatnich kilku dni. Jesteśmy wykończeni, ale szczęśliwi i dumni z naszego małego wyczynu.

Zejście okazuje się nie takie straszne, oblodzenia szybko popuściły pod wpływem promieni naszego zbawcy. Schodzimy jednak dość wolno, gdyż mięśnie odmawiają już posługi. Po 12 godzinach meldujemy się na parkingu, marzymy tylko o prysznicu i śnie. Teraz już naprawdę możemy powiedzieć, że cały czas spędzony tutaj wykorzystaliśmy najlepiej jak się dało.

_______________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

Przeczytaj jeszcze:

Hochtor, Alpy Ennstalskie, Austria – opis szlaku

11 myśli na temat “Säuleck, 3086 m n.p.m. Hohe Tauern (Wysokie Taury), Ankogelgruppe Austria

  1. Alpy kojarzą mi się z masami turystów, coś jak nasze zadeptywane Tatry. Ich brak jest czymś niesamowitym! No i trzeba przyzanać, że popisaliscie się niesamowitą kondycją, ale też zuchwalstwem, decydując się na taki trip. Widoki oszałamiające. I będziecie mieli o czym opowiadać przed wiele lat!

  2. Wygląda imponująco 😉 Otstanio zakochałam się wedrówkach górskich, póki co podbijamy nasze polskie korony, ale następnie ruszymy dalej. Dzięki za inspirację!

  3. Nie wszystko dla wszystkich, takie ekstremum to nie dla mnie, mimo to spacer chociaż do schroniska kusi. I to jeziorko! Przepiękne miejsce

  4. Dwa lata temu byliśmy dokładnie w tym samym miejscu! No, może na Sauleck nie weszliśmy, ale doszliśmy do schroniska. I tak wrazenia były niezapomniane 🙂

Dodaj komentarz