Fatrzański Šíp z Kralovan – opis szlaku

Share Button

Šíp. Widzieliśmy tę górę już z każdej strony. Z Małej Fatry, z Wielkiej Fatry, z autostrady. Góra kusiła swym powabnym, strzelistym kształtem. Aż w końcu spakowaliśmy manatki i wybraliśmy się tam.

Šíp  (1169 m n.p.m) jest najwyższym szczytem pasma o nazwie Šípska Fatra. Jest położony na złączeniu rzek Wagu i Oravy.

Choć geomorfologicznie Šíp zaliczany jest do Wielkiej Fatry, to jednak ma wiele podobieństw z górami choczańskimi.

Partie szczytowe najwyższych wzniesień Šípskej Fatry zbudowane są z wapieni i szarych dolomitów triasowych (tzw. choczańskich). Tu, podobnie jak i w górach choczańskich, spotkać można wiele interesujących form skalnych w postaci urwistych ścian, progów, grzebieni skalnych i samotnych turni.

Szczyt ma zaledwie 1169 m n.p.m, jednak rzeki Wag i Orava są na wysokości 430 m n.p.m, co daje niezłe przewyższenie. Od południa szczyt jest podcięty pionowymi ścianami, od północy bardzo stromymi zboczami, a od wschodu i zachodu jest to dość łagodny grzbiet. Góra robi wrażenie, szczyt jest kilkuwierzchołkowy, zadziorny i odosobniony.

Przez grzbiet przechodzi szlak żółty, od stacji kolejowej w Kralovanach, do miejscowości Stankovany przez przełęcz Zaskovske Sedlo.

Opis trasy

Podjeżdżamy autem pod stację kolejową w Kralovanach. Nie widzimy parkingu, miejsce wygląda jakby było opuszczone. Za stacją jest tylko kamienista droga, do której doprowadza nas GPS i droga ta kończy się na pięknym, starym, wiszącym moście. Hm, nawet jest tu kilka garaży. Dla kogo to? Nawet nie próbuję zgadywać.  Pozostawiamy auto tak, żeby nie wadzić nikomu. Nie wiemy nawet, czy to prywatna ziemia, więc grzecznie w kącie chowamy samochód.

Gdy tak miotamy się chwilę z myślami, czy możemy tu parkować, czy nie, ze strony mglistego lasu podchodzi do nas strażnik leśny. Przyjaźnie zagaduje, ostrzegając, że biega tu luzem dziki pies. Po doświadczeniach z Rumunii jesteśmy wyczuleni na te klimaty, więc wyciągamy kijki, uważnie nasłuchując.

Kierujemy się w stronę mostu, wrażenia niezapomniane. Most jest stary, buja się na boki i wisi kilkanaście metrów nad rwistą rzeką. Następnie podążamy polem wzdłuż rzeki i podchodzimy szeroką, kamienistą drogą, mijając drewniane, ponumerowane zabudowania typu brda, należące do jakiegoś ośrodka turystycznego.

Po kilkunastu minutach docieramy do samego serca tego ośrodka. Jest kort tenisowy, boisko, restauracja, tylko wygląda to jak w filmie Resident evil. Coś tam na nas szczeka w oddali, żartobliwie wykrzykujemy rumuńskie zaklęcia, więc albo pies jest leniwy, albo nasze zaklęcia mają moc. Ośrodek jest całkowicie zarośnięty, zapuszczony i opuszczony. Okna powybijane, cały obiekt niszczeje – obraz nędzy i rozpaczy. Przypomniał nam się ten zaniedbany kurort w Korytnicy. Smutne, rejon przepiękny, z potencjałem, dlaczego nikt go nie rozwija? Na mapach i oznakowaniach dróg, tak jak w przypadku Korytnicy, widnieją informacje o wyciągach, hotelach, restauracjach, a na miejscu – Prypeć.

W lekkiej zadumie podążamy dalej leśną, szeroką ścieżką. Przy drodze co kawałek sięgamy po rydze i maślaki. Po kilkunastu minutach nie mamy już gdzie ładować grzybów. Zbieramy już tylko kapelusze. Po kolejnych kilkunastu minutach drogi docieramy do bajecznie położonej łąki, obrośniętej kilkuletnim młodnikiem. Tu otwiera się fantastyczna panorama na Krywańską Fatrę. Jak na dłoni: Stoh, grań Rozsutca, w dolinie gęste morze chmur. Dalej ową łąką i częściowo lasem docieramy na halę Podšíp.

Zapach historii

Naszym oczom ukazuje się rozległa, idylliczna hala, a pod lasem – cóż to – kilkanaście drewnianych chatek wyglądających jak skansen. Chaty zadbane i dobrze utrzymane, zachęcają do opowiedzenia swojej historii… Te drewniane domki to pozostałości po dawnej osadzie Podšíp. Niegdyś, podczas najazdów tureckich, przesiedlono tu kilka rodzin z miejscowości Stankovany. Od 1808 roku mieszkało tu kilka rodzin: Marlišowie, Škutowie i Chorvátowie.

Trudne, spartańskie warunki, ale i pokusy nowego, powojennego świata były powodem, że osadę opuszczono w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Na szczęście dzięki pracy i pasji kilku osób nie zanikła ani nie została rozebrana. Pięknie ją odrestaurowano, a pozostałe budynki dzisiaj są chronione prawnie i służą dawnym właścicielom jako dacze.

Ławki, na których można przycupnąć, są czyste i solidne, a śliwki z drzew same spadają i zachęcają do konsumpcji. Jest i źródełko z użyteczną konewką i pyszną wodą. Chciałoby się tu posiedzieć dłużej, jednak przed nami jeszcze spora trasa.

Podejście za halą Podšíp robi się strome. Wpierw trawersujemy zbocza Zadnego Šípu, celem ominięcia pionowych ścian widocznych z tej hali. Po skończeniu trawersu, bardzo stromo lasem, bez wytchnienia, prawie na krechę, dochodzimy do grzbietu. Podążamy starym, bukowym lasem. Podłoże jest sypkie i miękkie.

Grzbietem już dość szybko osiągamy wierzch Zadnego Šípu. Na szczycie piękna, jednak ograniczona panorama, 10-cio metrowy, drewniany krzyż i urwisko na południową stronę.

Z Zadnego Šípu na szczyt ok. pół godziny, co chwilę do góry i w dół. W połowie drogi na wierzchołek można już kontemplować całą panoramę 🙂 Wreszcie szczyt 🙂 bardzo malowniczy. Jest ławka i stroma łąka w kierunku południowym, a także dumnie powiewająca słowacka flaga. Wracamy tą samą drogą do stacji kolejowej. To była wspaniała przygoda!

______________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

Post scriptum:

Jeden z Czytelników zwrócił mi słusznie uwagę, że nie zamieszczam mapek tras. Spróbuję się poprawić 🙂

https://mapa-turystyczna.pl/route?q=49.178982,19.147196;49.163319,19.157286;49.165306,19.179138;49.178982,19.147196

Przeczytaj jeszcze:

Krywańska Mała Fatra, część wschodnia, cz.I. Krywań, Chleb, Steny, Grun, Stoh, Wielki Rozsutec

Mały Krywań zimą – opis szlaku

Veľký Choč z Valaskiej Dubowej – opis szlaku wraz z noclegiem w Janosikowej Karczmie

 

17 myśli na temat “Fatrzański Šíp z Kralovan – opis szlaku

  1. Fajna wycieczka. Zdecydowanie wiele do zobaczenia 🙂 a co do psów to ja też się boję tych zdziczałych. Kij zawsze obowiązkowo 😉 przed przyszłorocznym urlopem rozglądam się za ultradźwiękowym odstraszaczem. Pytanie, czy to skutecznie działa…? Pozdrawiam 🙂

    1. Taki odstraszacz nie działa na dzikie psy. Wręcz mogą stać się jeszcze bardziej agresywne. Na dzikie psy działają pierwotne metody – kij i władcza, zdecydowana postawa.

      1. O matko! A ja już nawet myślałam o czymś droższym i profesjonalnym, nie o zabawce 😁 mam złe doświadczenia, kilka razy ugryzł mnie pies. Generalnie bardzo je lubię, ale od razu czuję, który chciałbym mnie dziabnąć. Cóż… zostanę operatorem kija. I będę się chować za Marcinem 😂

        1. Ja przeszłam przyspieszony kurs obchodzenia się z dzikimi psami – w Rumunii. Naprawdę, żadne zabawki nie pomogą. Niektóre psy nawet nie nabiorą się na smakołyk, bo nie wiedzą co to. Nie znają gestu “nagradzania”. Za to świetnie rozumieją władczość człowieka i prastary kij. Nigdy nie można okazywać strachu. Cóż, spotkanie z dzikim psem to wyzwanie i współczuję złych doświadczeń. Mam nadzieję, że to nie przeszkodzi Ci w dalszych podróżach. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz