Mały Krywań zimą – opis szlaku

Share Button

Malý Kriváň 1671 m n.p.m. to drugi co do wysokości (po Veľkým Kriváňu 1709 m) wierzchołek słowackiego pasma Malá Fatra. Na jego szczyt prowadzi wiele szlaków, a najciekawszy moim zdaniem to czerwony ze Strečna, wiodący przez Nezbudską Lúčkę. Po drodze można odwiedzić ruiny zamku z 1267 roku (Starý Hrad Varin), wypić herbatę w klimatycznej Chacie pod Suchym w towarzystwie kotów żebraków i pooglądać wypas kóz. Szlak wiedzie przez wyjątkowy szczyt o nazwie Suchy wierch i bardzo ciekawą, poszarpaną grań o nazwie Biele Skaly. To jest niewątpliwie opowieść na osobny wpis który w przyszłości opracuję.

Inną opcją jest wyjście z Krasňany szlakiem niebieskim przez Prislopok do przełączy Priehyb i dalej czerwonym, opisanym jak wyżej. Możliwe jest też wejście z Lipovca (żółtym) lub Turčianske Kľačany (zielonym) przez Chatę Kľačanska Magura, gdzie te szlaki się łączą dalej szlakiem zielonym.

My pojechaliśmy dziś klasyką i zrobiliśmy pętlę, zaczynając i kończąc w Dolinie Vrátnej. W początkowym planie był tylko Veľký Kriváň, jednak pogoda była tak cudna, że zdecydowaliśmy się na wydłużenie wycieczki.

Termometr na górnej stacji kolejki pokazywał -10°C, co jest wielce pocieszające, gdyż zaledwie 2 dni temu wskazywał -20°C i mróz był nie do zniesienia. Za to dziś pogoda jest wręcz wymarzona. Jest pięknie, słonecznie, bezwietrznie, obłoczki leniwie suną po niebieściutkim niebie i nie odstrasza nieprzyjemny mróz. Warunki turystyczne są idealne, nie ma zbyt wiele naprószonego świeżego śniegu, za to podłoże jest zwarte i nie zapada się. Spore oblodzenie akurat jest nam na rękę – lód to przyjemność podczas poruszania się w naostrzonych rakach.

Szlak zielony prowadzi pod górną stację kolejki gondolowej Vratna-Chleb. Jest nudny, z początku zygzakuje oblodzonym, leśnym traktem, a po wyjściu z lasu jest stromy i oblodzony. Ten odcinek można też pokonać kolejką gondolową, a aktualne ceny to 9,50 euro za bilet w jedną stronę, a w dwie strony – 11 euro.

Od końcowej stacji kolejki na szczyt Veľkego Kriváňa dzieli nas 40 minut. Jest to góra piękna i niezwykle panoramiczna, lecz niestety bardzo komercyjna. Przez bliskość kolejki linowej ciągną tu pielgrzymki ludzi. Na szczęście dziś na szczycie jesteśmy pierwsi. Tu decydujemy się na zmianę planu i obieramy nowy cel. Wymarzone warunki pogodowe napawają nas wielką nadzieją, że tym razem zdobędziemy Małego zimą. Góra ta, wbrew pozorom łatwa nie jest i potrafi strzelić focha. 3 lata temu próbowaliśmy ją sforsować zimą, ale się nie udało. W miejscach, gdzie śnieg tworzy nawisy na grani, ciężko było ocenić, czy poruszamy się po grani, czy już na nawisie nad urwiskiem. Odpuściliśmy wtedy 100 metrów w linii prostej od szczytu.

Na Malý Kriváň prowadzi szlak, który aktualnie zniknął pod śniegiem, więc idziemy trochę zgodnie z zimowymi tyczkami, a trochę jak prowadzi góra. Trudno pobłądzić, szczególnie w piękną pogodę. Przed nami napiera dwóch turystów, jednak mając w pamięci trasę sprzed 3 lat ignorujemy ich błędy:) i idziemy po swojemu.

Z Veľkego Kriváňa na Maly Kriváň prowadzi przepiękna, bardzo malownicza droga, czasem miało się wrażenie, że jest się na innej planecie. Wszechobecna, idealna biel potęgowała poczucie baśniowego klimatu. Przez większość drogi idzie się dość swobodnie, lecz około pół godziny przed szczytem trzeba wzmożyć czujność, ponieważ zaczynają się te zdradliwe nawisy śnieżne, o których już pisałam. Miejscami grań robi się bardzo wąska, naprawdę trzeba rozważnie stawiać kroki. Nie ma mowy o wędrowaniu bez raków.

Wreszcie docieramy do celu, bardzo się cieszymy. Na szczycie panuje dokuczliwy mróz, więc robimy chwilę na herbatę, pamiątkowe fotki i ruszamy w drogę powrotną.

Drogę powrotną obieramy przez Chrapáky. Drogowskaz wystaje ze śniegu, więc łatwo znajdujemy początek trasy. Nie ma zupełnie żadnych śladów. Nie dziwi nas, że będziemy przecierać szlak (jak już ktoś tu dotarł, to tylko z kolejki). Kierujemy się nartostradą nr 4, czyli na naszej trasie będą orientacyjne tabliczki z tym właśnie numerem.

Trasa narciarska też nie uczęszczana, żadnych śladów, więc orientacyjnie kierujemy się w stronę przełączy Sedlo za Kraviarskym. Z przełęczy schodzimy zielonym szlakiem w dół, głównie przez las. Przełęcz ignorujemy i wcześniej odbijamy w kierunku Doliny Vratnej. Jakieś 100 m poniżej przełęczy trafiamy na zielony szlak. Są tu tylko nasze ślady bo byliśmy tu dzień wcześniej 🙂

Szlak jest bardzo zniszczony przez wielki kataklizm z lipca 2014. Na zaparkowane samochody i okoliczne budynki zwaliła się wówczas gwałtowna lawina błotna, zatapiając dolną stację kolejki. Woda porwała samochody do koryta rzeki, a lawina łamała drzewa jak zapałki. Dolina Vratna na długo została odcięta od świata, a skutki kataklizmu odczuwa się po dzisiejszy dzień.

Kilka dni po kataklizmie w Dolinie Vratnej z lipca 2014 – wspomnienia

Podążamy w dół zielonym szlakiem gdzieś 1,5 godziny, wspominając tę tragedię, bo w 2014 przyjechaliśmy do Vratnej zaledwie kilka dni po tej katastrofie. O kataklizmie dowiedzieliśmy dopiero na miejscu. Zdziwił na zakaz wjazdu do Doliny Vratnej, pierwsze skojarzenie to powtórka debilnych zakazów do MOK. A potem patrzymy i nie wierzymy: znaki zakazujące ruchu pieszego WTF? Wtedy zdecydowaliśmy się na zweryfikowanie sytuacji na szlakach. Następnego dnia, na długo przed świtem, wyruszając pieszo z Terchovej, udaliśmy się do Doliny Vratnej. Naszym oczom ukazał się całkowicie zerwany asfalt, koryto rzeki było całkowicie zawalone przez głazy i kamienie, a gondole z kolejki zerwane i przywalone kamieniami. Musieliśmy przeprawiać się przez koryto rzeki po osuwających się kamieniach, by przejść na drugi brzeg.

To by tłumaczyło zakaz wstępu…

Teraz, pisząc to w marcu 2018 roku, bez wątpienia Dolina Vratna odzyskała dawną świetność, tyle że w niektórych miejscach na szlaku walają się połamane drzewa, porozwalane mostki lub porozrzucane stosy kamieni.

W końcu docieramy do rzeczki z mostkiem. Mamy farta, bo spotkaliśmy wypasające się tu sarny. Przechodząc przez mostek docieramy do głównej ulicy, z której już tylko 10 minut do parkingu.

Ten dzień był wyjątkowo udany i obfity w endorfiny. Nic tak nie cieszy jak udane szczytowanie 🙂

Małą Fatrę polecam jako miejsce aktywnego wypoczynku. Będziemy powracać w to miejsce.

_________________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

25 myśli na temat “Mały Krywań zimą – opis szlaku

  1. Podziwiam za motywację i odwagę obierania takiego nieoznaczonego szlaku zimą. Mimo, że wysoko i mroźnie na zdjęciach, wygląda to wszystko na piękne i napające pozytywną energią obrazy. To chyba zasługa słońca. Pozdrawiam!

    1. Pantomima można mieć odwagę obierania kartofli lub cebuli, nieoznaczona może być całka a na pające, hmm może młode pająki:) A tak na serio to się zgadzam.

  2. Mały Krywań to jeden z ciekawszych szczytów Fatry. Poza nim obowiązkowe punkty to Mały Rozsutec, Boboty, Janosikowy obchod, Suchy i Biele skaly, Sip. Jak ktoś tych miejsc nie odwiedził to nie może mówić że był w Małej Fatrze. Niestety nasi rodacy cebulacy to tylko kolejką pod Krywań lub krzesełka na Grun i jakiś spacer, selfie no i oczywiście Diery, dolne tylko co by piwa starczyło. W zimę jeszcze większa wiocha: winda, zjazd, piwo, winda, zjazd, piwo, fast food, winda, piwo, piwo, piwo, fast food… Oddalisz się o godzinę drogi od windy to już tylko Słowacy a cebula posprzątana:) Wstyd mi za tę cebulę i się nie przyznaję:( Polecam wybrać się w Wielka Fatrę, piękne rozległe połoniny, sporo skalistych ciekawych przejść i zero polskiej cebuli.

    1. Witam, jakby kolega Mariusz tu jeszcze zajrzał to bym prosiła o garstkę praktycznych informacji jak i gdzie w Wielką Fatrę się warto wybrać. Też się nie przyznaję do cebulowych korzeni:) Nie spotkałam jeszcze polaka poruszającego się na nartach o własnych siłach. Ale cebula obrasta tylko wyciągi więc trzeba je omijać i problem rozwiązany. Pozdrawiam, Marta

  3. W górach wszystko jest piękne a jeszcze zimowa szata dodaje uroku. Piękna wycieczka i te endorfiny na pewno przyniosły Wam świetne samopoczucie.
    Pozdrawiam

  4. Podziwiam wszystkie zimowe wyprawy w góry, osobiście jestem za bardzo ciepłolubna i absolutnie nie dałabym rady się wspinać w zimnie, śniegu i mrozie 🙂 Ale zajawka naprawdę fajna, super zdjęcia i będą też dobre wspomnienia 🙂

  5. Udane szczytownie myślę, że można rozumieć dwojako:D Chociaz może tylko ja mam takie grzeszne myśli:D

    Super miejsce, sama chętnie bym się tam wybrała, tymbardziej, że jeszcze nie miałam okazji odwiedzić słowackich gór.
    W tym roku na szczeście też byłam raz zimą w górach, ale w naszych polskich Sudetach:)

  6. Witam, mam pytanie – chcielismy wybrac sie w przyszlym tygodniu na Maly Krywan, ale widze info, ze niebieski szlak jest zamkniety. Czy w ogole jakos da sie tam wejsc do polowy czerwca ? (bo wiem, ze do polowy czerwca sporo szlakow jest pozamykanych). A jesli tak, to skad powinnismy wyruszyc? Bede wdzieczna za info 🙂

    1. Cześć, czy nie pomyliło Ci się z Tatrzańskim Krywaniem? W Małej Fatrze, z tego co wiem, do połowy czerwca zamknięte są jedynie szlaki na Rozsutce.

Dodaj komentarz