Wegetarianin na wyprawie wysokogórskiej

Share Button

“Czy nie na tym polega właśnie jedna z zalet alpinizmu, że nadaje on znów wartość rzeczom tak banalnym jak jedzenie i picie?” Krzysztof Wielicki.

W dzisiejszym artykule podejmuję temat odżywiania się na wyprawie wysokogórskiej, a ściślej prowiantu wegetarianina. Jak mogliście zauważyć czytając wcześniejsze wpisy, kocham góry, i będąc przy tym wegetarianką, jestem żywym przykładem na to, że w górach, nawet bardzo wysoko, można  zrezygnować z białka mięsnego, tak ukochanego przez wielu górołazów. Pomijam dziś tematy wyżywienia w terenach zielonych, by wraz ze wzrostem metrów npm podwyższyć poprzeczkę i opowiedzieć o własnych doświadczeniach na wyprawach wysokogórskich (powyżej 3000 npm.)

Góry wysokie rządzą się swoimi prawami i dotyczy to również kwestii dietetycznych, charakterystyczny jest fakt, że wysoko w górach w ogóle nie chce się jeść. Brak apetytu i dolegliwości trawienne są jednymi z oznak powszechnej choroby wysokościowej.

Jak powinien wyglądać prowiant na wyprawie wysokogórskiej?

Pij dużo i staraj się nie dopuszczać do odwodnienia. Odwodnienie jest poważnym stanem, prowadzącym do wielu chorób. Następstwem tego stanu mogą być biegunki, wymioty, bóle głowy czy  gorączka. Podczas mroźnej temperatury ciało traci wodę wraz z parą wodną, podczas procesu oddychania. Wodę do picia wzbogacaj szczyptą soli, słodzidła i koncentratu z cytryny (są dostępne w wersji miniaturowej w formie jednorazowych próbek). Prosty, tani, naturalny napój izotoniczny doda energii oraz uzupełni straty glukozy i elektrolitów, szybko zużywanych podczas wyczerpującego marszu.

W temacie picia rozważ także herbatki ziołowe zaparzane zamiast herbaty. Nie tylko nawodnią, ale także wspomogą siły organizmu.

Zioła na wyprawie wysokogórskiej – rozmowa z zielarzem Eugene Gawenda

Wysoko w diecie wysokogórskiej plasują się węglowodany, będące głównym paliwem dla naszego ciała. Powinny stanowić 50-60% wyżywienia. Dostarczają cennej energii. Ich niedobór prowadzi do zmęczenia i utraty koncentracji, powoduje bóle głowy, następuje spadek aktywność fizycznej, a także  zakwaszenie organizmu. Dobrym źródłem węglowodanów jest żywność liofilizowana – wszelkiego typu makarony, kasze, warzywa, owoce, ziemniaczane puree, zupy, dania na słono lub słodko. Liofilizaty stanowią niesamowicie praktyczne, łatwe w przygotowaniu i lekkie jedzenie turystyczne, zbilansowane, wysokokaloryczne, wzbogacone w składniki odżywcze. Oczywiście w węglowodany obfitują także słodycze. Odpowiednie na dużą wysokość będą nieczekoladowe batony typu musli.

Na wyprawie wysokogórskiej nie można też zapomnieć o tłuszczach i białkach, i tutaj punkt dla kiełbas i salami, które niewątpliwie są aromatyczne i nawet przy braku apetytu turysta sięgnie po nie. Wegetariańskim odpowiednikiem mogą być „wędliny”  na bazie soi lub grochu, jednak ze względu na mało ciekawy smak zalecam naprawdę dobrze je przyprawić. Tak naprawdę, to wędliny, zarówno mięsne jak i nie, prawdopodobnie w końcu zamarzną na wysokościach, więc dla chętnych pozostaje realna możliwość podgrzania ich na palniku.

Podkreślam, i tak z jedzeniem jest problem, trzeba bardzo się pilnować, by dostarczać organizmowi składników odżywczych, i w tym miejscu chciałabym podjąć wątek suplementów witaminowo-mineralnych.

Wielu sportowców posiłkuje się odżywkami proteinowymi, a ja korzystam z kapsułkowanych aminokwasów Viridiana. Kapsułki same w sobie są lekkie (nie mówię tu o szklanym słoiczku) i zapewniają pulę aminokwasów egzogennych (których organizm nie może syntetyzować samodzielnie) oraz aminokwasów względnie egzogennych. W skład preparatu wchodzą: L-leucyna, L-fenyloalanina, L-lizyna, L-izoleucyna, L-walina, L-metionina, L-treonina, L-tryptofan oraz L-histydyna. Aminokwasy odpowiadają za prawidłowe funkcjonowanie serca, poprawiają zdolność umysłową i wspomagają działanie systemu immunologicznego. Organizm człowieka nie potrafi ich wytwarzać, w związku z tym należy je dostarczać z pożywieniem lub z suplementacją.

Do plecaka pakuję także multiwitaminę w formie musujących tabletek.

 

Podsumowując, pakując prowiant na wyprawę wysokogórską kierujmy się następującymi wytycznymi:

  • ->jedzenie musi być jak najlżejsze
  • ->bardzo smaczne, trafiające w nasze upodobania smakowe i światopoglądowe
  • ->bogate w minerały, witaminy i składniki odżywcze
  • ->wysokokaloryczne
  • ->łatwe w przygotowaniu

Bo tam, wysoko w górach, nie bardzo się myśli o głodzie i wiem – niezbyt to rozsądne. Tak naprawdę chodzi o wrzucenie do żołądka jakiejś tam “baterii” na przetrwanie… Po udanym szczytowaniu, po zejściu do wioski, na biwak, na camping – dopiero po tym wszystkim można mówić o nadrobieniu odżywczych zaległości. Jednak dopóki jesteś tam w chmurach, na wyższych wibracjach, jedzenie jakoś schodzi na dalszy plan.

 

Zdrowie w przedsięwzięciu alpejskich wyrypów wspiera Viridian.

______________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

Przeczytaj jeszcze:

Kaukaz – z czym to się je? W górach jest wszystko co kocham

Wegetarianin na szlaku, czyli 9 pomysłów na wege prowiant

Wegetariańskie gotowanie na wczasach – poradnik

Czy z cukrzycą typu 1 można spełniać największe górskie marzenia? Rozmowa z Iloną Kwarta, zdobywczynią szczytów Korony Ziemi, cz. II

Przepis na hicziny z Kaukazu – prawdopodobnie jedyne takie placki na świecie. Poszukiwania świętego Graala

23 myśli na temat “Wegetarianin na wyprawie wysokogórskiej

  1. Prawda jest taka, że jak ktoś chce być weganinem, czy na jakiejkolwiek innej diecie, to wszędzie znajdzie sposób na jej realizację. Dobrze, jednak, że o tym piszesz i trochę nasze społeczeństwo uświadamiasz 🙂

  2. Jak myślę o swoim menu na wyprawy górskie, to faktycznie zawsze znajdują się w nim kabanosy. Ale takto cała reszta jest jak najbardziej wege. Teraz bez problemu można dostać liofile bez mięsa i nie są one ani mniej smaczne, ani przede wszystkim mniej kaloryczne. Poza tym batony musli, jakieś herbatniki czy owsianka na śniadanie (i tak jest na wodzie, więc wegańska). Ja bym nie kombinowała z wege wędliną, tylko wzięła więcej jakiś gotych innych dań.

    1. Osobiście nie jem zbyt często mięsopodobnych, roślinnych “wędlin”, ponieważ uważam, że w górach nie jest to potrzebne, a w domu można wykombinować w kuchni wiele innych dań na bazie roślin. Ale gdyby któryś zapalony włóczykij górski zapragnął przejść na wegetarianizm, może skorzysta 🙂

  3. Bardzo ciekawy i przydatny post. Uwielbiam chodzić po górach, choć jeszcze nie tych naprawdę wielkich, jestem też wegetarianką, to też post bardzo mi się spodobał. Ja mało jem podczas wypraw górskich, ale piję bardzo dużo, naprawdę dużo. hehe Pozdrawiam serdecznie. 🙂

Dodaj komentarz