Szlakiem zapomnianych kopalń – Karpaty Marmaroskie, Rumunia Północna, część I

Share Button

Ociężale wstajemy około godz. 9:30 – to do nas niepodobne. Wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do doliny Viseu, po drodze jeszcze łapiąc atrakcje,wykończeni drogą padliśmy niczym ranne żyrafy, więc pobudka rano była bolesna.

Pogoda jest piękna i pomimo różnych boleści podjeżdżamy do Baia Borşa celem pierwszego nieśmiałego rekonesansu gór marmaroskich. W monastyrze w Baia Borşa odbywa się właśnie nabożeństwo, a wierni paraliżują drogę, okupując część jezdni. My, szukając miejsca parkingowego, wtórujemy popowi przeszkadzając sobie nawzajem, przejeżdżając kilkukrotnie tam i z powrotem pod monastyrem. Jeszcze nie wiemy, że z brodatym popem nasze losy się złączą.

Odczuwamy, że przeszkadzamy, a do tego czujemy na sobie krzywe spojrzenia policji. Nic tu po nas, w Baia Borşa.

Nadal szukamy parkingu. Podjeżdżamy pod pensjonat Laura Borşa. Parking jest. Dobra, decydujemy się zapłacić za postój, choć przynajmniej auto będzie bezpieczne. [Moja uwaga z perspektywy dłuższego pobytu tutaj: ani razu nie zapłaciliśmy za parking i miejsca parkingowego zawsze było pod dostatkiem].

Upychamy auto do kąta, aby nie przeszkadzało, a w międzyczasie podchodzi gospodarz i krzyczy na nas:

– Parking tylko dla gości! A tak naprawdę to nie 🙂 Mówi:

– Ok., zostawcie auto jak i gdzie chcecie.

Myślimy: – Zaraz wróci po mamonę. No i wraca, ale teraz to już biegnie. Woła:

– Dudki, dudki, 20 dudków! Żartowałam 🙂 Naszły mnie wspomnienia z Zakopca.

Gospodarz podbiega z wizytówką i wręcza nam album o florze i faunie gór marmaroskich wydany w języku angielskim. To bardzo miły gest. Jeśli ktoś by chciał namiar na ten pensjonat, to chętnie udostępnię adres. Pensjonat Laura Borşa znajduje się u samego końca miejscowości, tuż przed wejściem do doliny Sec. W dolinie tej jest kilka kopalń, ale o tym zaraz.

Pozostawiamy auto i ruszamy w drogę. Obieramy sobie za cel Muntele Toroiaga. Ponieważ słyszeliśmy o pozamykanych kopalniach w dolinie Sec, jest to nasz cel obowiązkowy. Już po kilkunastu minutach drogi docieramy do pierwszej kopalni. Ta pierwsza nie jest aż tak całkiem opuszczona. Wałęsa się tu kilka psów. Zostajemy obszczekani, na szczęście zwierzaki zostają przywołane przez dwóch mężczyzn. Mimo to towarzyszy nam pewien niepokój. A co, jeśli znów wyskoczą znienacka psy?

Idziemy dalej, szlakiem porzuconych kopalń.

Kopalnie w tutejszym rejonie prężnie działały do 2008 roku. Warto sobie zadać pytanie, dlaczego tak tani, łatwo dostępny w Północnej Rumunii surowiec budowlany nie jest wydobywany? Rozmawialiśmy na ten temat z tutejszym mieszkańcem, 7000 górników w tym czasie zostało pozbawionych pracy.

Teraz pozostała jedynie smętna i niecodzienna atrakcja turystyczna. Zobaczyć kopalnie odkrywkowe w otoczeniu wysokich gór, porzucone koparki i sprzęty, to niezapomniane przeżycie, przypominające klimaty Prypeci. Monstrualne, kilkupiętrowe, opuszczone budynki, droga, wśród której spływa woda o rudym zabarwieniu, jeziora mieniące się różne kolory tęczy, czerwona skała, kolorowe potoki przypominające trawertyny – to konstrukt ludzkich działań, a nie dzieła przyrody, ale ogląda się ciekawie.

Robi się intrygująco…

[Kilka dni później mieliśmy okazję rozmawiać z innym mieszkańcem Borşy na temat powodu zamknięcia kopalń. Zaciekawiło mnie, dlaczego jest to owiane taką tajemnicą i dlaczego ta osoba bała się o tym mówić. Wiem tyle, że decyzja była polityczna i to wcale nie wstąpienie do Unii było powodem.

Jeszcze raz później byliśmy przejazdem z zamiarem zwiedzenia innych zamkniętych kopalń w tej okolicy, tym razem byliśmy śledzeni. Podczas, gdy zwiedzaliśmy zamknięte kopalnie, podjechał do nas gość w złotej kecie i w karbonowej BMW za zylion, uprzejmie prosząc, abyśmy nie robili zdjęć i żebyśmy stąd odjechali. Potem śledziła nas inna beemka z przyciemnionymi szybami. Przez chwilę pomyśleliśmy, że to schizujemy i zatrzymaliśmy się przy drodze. Beemka niestety również. Zawróciliśmy, ona też. Podjechaliśmy pod komisariat policji i zaparkowaliśmy. Ona tak samo. Po jakimś czasie odjechała.]…

Zapraszam do części II

Zajrzyj jeszcze tu:

Wesoły cmentarz – Rumunia, Sapanta – zupełnie inne podejście do śmierci

_________________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

8 myśli na temat “Szlakiem zapomnianych kopalń – Karpaty Marmaroskie, Rumunia Północna, część I

  1. Bardzo intrygujacy wpis ciekawe dlaczego tak łatwo zamknieto te kopalnie. MIły gest od gospodarzy pensjonatu Laura Borşa jednak ludzie potrafia być uprzejmi i bezinteresowni.

Dodaj komentarz