Wesoły cmentarz – Rumunia, Sapanta – zupełnie inne podejście do śmierci

Share Button

I znów w drodze. Tym razem planujemy eksplorację północnych gór Rumunii. Po drodze stanęła nam Sapanta, miejcowość blisko zlokalizowana z Ukrainą. Wiele słyszeliśmy o tym miejscu, więc mając Sapantę praktycznie tak blisko, grzechem by było jej nie zwiedzić. Jednak ze względu na deficyt czasowy i zmęczenie, nie mieliśmy dostatecznie dużo czasu, by nacieszyć się naszym miejscem tranzytowym.

Może wioska na pierwszy rzut oka wydaje się pospolita – taka, jakich tu wiele – jednak ma coś unikatowego, oryginalnego i nie do podrobienia. Prawdopodobnie tego nie znajdziecie na całym świecie, no, w Europie na pewno.
Tymczasem w miejscowości Sapanta jest sobie taki wesoły cmentarz. Wszak mieszkańcy Sapanty ze śmierci nie kpią ani nie igrają z losem, tylko po swojemu oswajają się z nieuniknionym.

Wesoły cmentarz (Cimitirul Vesel), od 1999 roku wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, przyciąga turystów z całego świata. Cmentarz jest zupełnie niepodobny do takich, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Zamiast poważnych, granitowych nagrobków, każdy z 800 grobów udekorowany jest w piękne, niebieskie (o odcieniu indygo), żywe barwy, przypominające błękit nieba. Na każdym nagrobku pokazany jest obrazek przedstawiający, w jaki sposób zmarła dana osoba oraz krótkie, żartobliwe epitafium opisujące jej życie. O, na przykład takie:

“Tu leży moja teściowa, gdyby pożyła rok dłużej, leżałbym tu ja.”

Scenki z życia mieszkańców wioski przedstawiały to, w jaki sposób żyli, jak zarabiali na życie. Widzimy milicjantów, traktorzystów, rzeźników, weterynarzy, aptekarzy, tkaczki, prządki…
Dowiadujemy się nie tylko o życiu tych ludzi, ale także o okolicznościach, w jakich umarli, choć nie zawsze jasne były przyczyny śmierci.

Jak to się zaczęło?

W 1935 roku miejscowy artysta, Ioan Stan Patras, wyrzeźbił swój pierwszy wesoły nagrobek, łamiący wszelkie kanony i wzorce ars bene moriendi. Nie tylko nikogo tym nie zgorszył ani nie zbulwersował, ale jego dzieło do tego stopnia się spodobało mieszkańcom Sapanty, że odtąd każdy chciał chować bliskich z wesołym nagrobkiem.

Rzeźbiarz zmarł w 1977 r., a do tego czasu cmentarz był już zapełniony kolorowymi nagrobkami. Po śmierci Patrasa jego dzieło kontynuował jego uczeń – Dumitru Pop, który do dnia dzisiejszego mieszka w wiosce i kontynuuje dzieło swojego mistrza. A Ioan Stan Patras pochowany na wesołym cmentarzu wyrył przed śmiercią na swoim nagrobku takie epitafium:

„Chyba niczego złego w życiu nie zrobiłem, malowałem, kochałem i troszeczkę piłem”.

“Tak, z pewnością Ioan Stan Patraş dał swoim współobywatelom coś więcej niż tylko atrakcję turystyczną, która czyni Săpânţę bogatą i sławną wioską. W pewnym sensie dał swoim sąsiadom drugie życie, a może nawet uprzyjemnił myśli o śmierci… no bo przecież każdy by chciał mieć tak piękny i oryginalny nagrobek. Ze względu na swoje zasługi dla Săpânţy Ioan Stan Patraş doczekał się nawet muzeum!” – Witold Wieszczek, przewodnik.

Bilet wstępu na ten unikatowy cmentarz to inwestycja 5 LEI, czyli niecałe 5 złotych.

Jakie jest nasze podejście do śmierci? Z pewnością z niej się nie żartuje. Niewielu ludziom przyszłoby do głowy, by stroić sobie żarty z kostuchy, no, właściwie tylko Monty Pythonowi ujdzie to na sucho 🙂

Zajrzyj jeszcze tu:

szlakiem-zapomnianych-kopaln-karpaty-marmaroskie-rumunia-polnocna-czesc-i

______________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

 

23 myśli na temat “Wesoły cmentarz – Rumunia, Sapanta – zupełnie inne podejście do śmierci

  1. Rumunia jest cudowna! Trzy lata temu wędrowałam przez ten kraj prawie przez miesiąc, niesamowite miejsca, góry i oczywiście kolorowy cmentarz! Rumuni mają podobny dystans do śmierci co Meksykanie.

  2. Właśnie dlatego warto zwiedzać i podróżować po różnych krajach i ich zakamarkach! Bo właśnie tam można znaleźć takie perełki. Brawa dla autora pomysłu i dla osób, które kontynuują zapoczątkowaną tradycję:)

  3. Widziałam kiedyś na youtube relację z wyjazdu crossoverowego po Rumunii, więc widok tego cmentarza obił mi sie o oczy. Jednak zobaczenie go na żywo musi być dopiero przeżyciem!

  4. Oo a ja bym chciała by na moim nagrobku było wyryte coś śmiesznego by ludzie zamiast smucić się nad nim mogli się tez uśmiechnąć. Świetny mieli pomysł na ten cmentarz.

  5. Tyle słyszę dobrego o Rumunii, że chyba najwyższy czas w[pisać ją na listę priorytetów:) tym bardziej, że moja rodzina od strony mamy pochodzi zaa Buga:-p

  6. Jak ktoś wyżej wspomniał, dobry pomysł na oswojenie się ze śmiercią. Przyznać muszę, że wszystko wygląda naprawdę bardzo ładnie.

    Będę musiała się kiedyś wybrać do Rumunii.

    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  7. Cmentarz jest wart zobaczenia, bo tak kolorowego nie ma chyba drugiego na świecie. Proszę o podanie źródeł, że cmentarz jest wpisany na listę UNESCO, bo wg. mojej wiedzy nie jest. Pozdrawiam!

  8. Piękny niebieski, czyli tak właściwie niebiański od koloru nieba. 🙂 Jednak niebo jako pojęcie, wraz z piekłem negatywnie zaprogramowało ludzką świadomość i stąd ten strach przed śmiercią i smutek, że życie przemija, a przecież przeżywamy ich zapewne miliony… Cmentarze, jakie mamy dziś to dość nowa tradycja, ponieważ Prasłowianie (również część Rumunów) nie chowali zmarłych, lecz palili ich ciała, aby dusza mogła szybciej inkarnować w nowej formie. Świętowaliśmy (radośnie!) jesienią i wiosną Dziady (katolicka nakładka to święto zmarłych), żeby łączyć się z przodkami i czerpach od nich wiedzę. Na przykład pusty talerz stawiany na stole podczas tzw. wigilii był dla przodków, ale tutaj kościół też przeinaczył słowiański zwyczaj…

    Być może inicjatywa rumuńskiego artysty spowoduje odkrycie prawdy, iż życie to tylko kolejny etap w wędrówce do celu (on już to wie), 😉 a śmierć jest tak naprawdę szczęśliwym wydarzeniem, bo przybliżającym nas do niego.

      1. Coś jednak przecież wiemy, np. ze starożytnych tekstów (choćby Tybetańskiej Księgi Umarłych), ale także współczesnych opowieści. Warto sięgnąć po materiały o reinkarnacji (2600 przypadków), które zebrał prof. Ian Stevenson. Na YT jest mnóstwo dokumentów, np. film ”Życie, śmierć i reinkarnacja”. Nieco oczywisty dla wtajemniczonych, ale opisujący ciekawe przypadki wspomnień poprzednich wcieleń.

        Dla mnie wędrówka duszy to tak naturalna kolej rzeczy, jak sen i jawa, bo przecież my i Wszechświat jesteśmy bardzo skomplikowani i trudno byłoby poznać wszystkie aspekty za jednego życia i to właśnie czyni rzekome, jedno wcielenie nielogiczną, żeby nie powiedzieć absurdalną teorią. 😉 Czy cały ten piękny świat powstał po to, żeby nie można było zgłębić jego tajemnic?

        Z drugiej strony pojawia się pytanie, dlaczego nie pamiętamy na stałe poprzednich żyć, ale przecież skończyłoby się to obłędem. Sama reinkarnacja jest również pewnego rodzaju więzieniem (koło Samsary) i z niego samej można się uwolnić, ale to już inna bajka… 😉 Tak, czy owak duchowość, ta prawdziwa, niezwiązana z żadną religią jest naszą integralną częścią. Człowiek to dusza z wieloma ciałami, a nie tylko kupa mięsa, choć pewne siły starają się nas do takiego przekonania sprowadzić.

        Trochę odbiegłem od tematu Twojego artykułu, więc zakończę komentarz obserwacją, że cmentarz to także wielki biznes i być może dlatego komuś zależy, żebyśmy nie kultywowali tradycji naszych przodków, polegającej na spalaniu martwych ciał. Nie byłoby czym zarządzać i na czym zarabiać. Prasłowianie (i inne starożytne nacje) zmieniali także wiele w domu (przestawiali meble, a nawet zamurowywali wejście i otwierali inne, nie płakali po zmarłym i nie przywoływali go swoimi myślami), żeby dusza mogła swobodnie dalej wędrować i nie wracała już do świata, który opuściła… Cmentarz, choćby piękny i niebieski jej to utrudnia, jakkolwiek radosny zwyczaj odwiedzania zmarłych na ich grobach, jedzenia i picia oraz weselenia się jest bardzo optymistyczny i… potrzebny, ale chyba tylko żywym. 😉

        1. Nasuwa się wniosek, że dzisiejsze podejście do życia i śmierci jest skomercjalizowane, celowo komplikowane i pod dyktatem mamony. Pozdrawiam serdecznie!

  9. Pierwszy raz słyszę o tym cmentarzu, koniecznie muszę kiedyś tam pojechać. Właśnie wczoraj zastanawialiśmy się nawet, czy byłoby bardzo trudno z trójką dość niewielkich dzieci pojeździć po Rumunii… Polecasz czy raczej odradzasz?

  10. Dokładnie 9 lat temu spakowaliśmy się w 16 osób w dwa defendery i ruszyliśmy na podbój Maramureszu. Sapanta była jednym z naszych przystanków. Do dziś wspominam Wesoły Cmentarz, Karpaty Marmaroskie, serpentyny, przepaście, rozbijanie namiotów “na dziko” i zapomnianą przez wielu Ruską Polanę 🙂

Dodaj komentarz