O zmianie świadomości, jaką niesie weganizm – rozmowa z Marcinem Wegańskim

Share Button

Dzisiejszym gościem na wegedroga.pl jest autor bloga http://marcinweganski.weebly.com/
Marcin przeszedł ciekawą drogę, zanim weganizm stał się częścią jego życia, o czym możecie przeczytać na jego blogu. Z Marcinem porozmawiamy o tym, jakie korzyści niesie ze sobą weganizm. Zapraszam 🙂

 

Agata: Weganizm staje się coraz bardziej popularny. Ludzie decydują się na ten krok z różnych przyczyn. A co Ciebie skłoniło, by wywrócić swój jadłospis do góry nogami? Jak to się zaczęło?
 

Marcin: Weganinem zostałem w 2014 roku. Był to proces, który trwał około półtora roku. Chciałbym zaznaczyć, że nie miałem na celu ocalania zwierząt. Wtedy tego nie rozumiałem. Zrobiłem to w pierwszej kolejności dla siebie. Dla własnego zdrowia i samopoczucia. Po prostu  czułem, że jest to coś co muszę zrobić.

Był to dla mnie naturalny proces, który rozpoczęłem w 2012 roku, kiedy odstawiłem alkohol i słodkie napoje. Do tego przestałem jeść w restauracjach typu fast-food. Kolejnym etapem było odstawienie nabiału. Jak się okazało nie jest tak niezbędny jak tłuczono nam przez lata do głowy.

Zacząłem też zwracać uwagę skąd pochodzi moje pożywienie. Zacząłem jeździć na lokalne bazary i kupować produkty prosto od rolników i producentów. Powód był banalny – jedzenie z supermarketów przestało mi smakować. Kupowałem pomidora, ale w niczym nie przypominał on soczystego i pachnącego pomidora ze szklarni moich rodziców. Tak samo ogórek, który za każdym razem lądował w koszu, bo miał tak okropny smak, że nie dało się go jeść. Nie zastanawiałem się w ogóle nad tym jak to jest możliwe, że w środku zimy mogłem kupić ogórka.

Wtedy poznałem termin “organiczny”. Był to szok. Zdałem sobie sprawę, że większość jedzenia w supermarketach jest tania i mniej smaczna nie bez powodu. Zacząłem chłonąć wiedzę na temat wpływu naturalnego pożywienia na nasze zdrowie, jak również tego jaką krzywdę robimy sobie zapychając się tanim żarciem. Zacząłem oglądać filmy i czytać książki. Wybudziłem się z matrixa i nie mogłem uwierzyć, że przez tyle lat byłem sterowany.

 

Agata: A więc do zmiany diety podszedłeś bardzo racjonalnie i odpowiedzialnie. Od samego początku towarzyszyła Ci edukacja żywieniowa. To dobrze brzmi, ponieważ odstawiając mięso i produkty odzwierzęce pozbywamy się ważnych składników pokarmowych, więc ważne jest posiadanie wiedzy, jakim pokarmem roślinnym można zastąpić mięso. Jeśli pobudką przejścia na weganizm jest tylko troska o los zwierząt, może się to źle skończyć, karmiąc się wegańskimi frytami, popijając colą.

Marcin: No właśnie z tego powodu na początku trochę się wzbraniałem przed weganizmem. Patrząc z perspektywy czasu zrozumiałem, że bałem się wtedy zaszufladkowania. Nie chciałem należeć do grupy osób, którą sam uważałem za dziwolągów.

 

Agata: Dziwolągów?

Marcin: Większość wegan, których znałem robiło to tylko dla zwierząt – ja jeszcze tego nie rozumiałem. Chociaż zacząłem już łączyć pewne fakty, to pomysł, żeby nie torturować i zabijać zwierząt, bo są żyjącymi i czującymi istotami wydawał mi się wtedy absurdalny. Bo moje powody były zupełnie inne. Wykluczyłem większość pokarmów odzwierzęcych ze względu na ich negatywny efekt na moje zdrowie. Moim celem nie był weganizm, a nawet zrzucenie wagi, czy lepszy wygląd. Bardziej zależało mi na tym, żeby wsłuchać się w mój organizm. Nie myślałem o efektach. Sam proces zmian dawał mi wiele frajdy.

Agata: Mówisz o procesie. Czy przejście na weganizm spowodowało, że stałeś się jeszcze bardziej wrażliwą jednostką? Czy wzrosła Twoja świadomość i zacząłeś inaczej postrzegać świat? Oczyściłeś się nie tylko fizycznie…

Marcin: Na pewno. Zwiększanie świadomości było głównym powodem zmiany mojego sposobu życia – nie na odwrót. Zostałem weganinem, bo zacząłem być bardziej świadomy siebie i tego co dzieje się dookoła. Pierwszym etapem było lekkie niedowierzanie. Rzeczywistość, którą znałem, runęła.

Przypomina mi się taka historia. Kiedy miałem około 10 lat lubiłem zajadać się flipsami kukurydzianymi, o różnych smakach i do tego napić się coli. Rodzice mówili mi, że to nie zdrowe i zamiast tego proponowali kompot i jabłka z działki. Myślałem, że nic nie rozumieją. Była to wręcz obraza, żeby jeść naturalnie. Ja chciałem być trendy i nie wiedziałem jeszcze, że byłem nieświadomym konsumentem ślepo wierzący w slogany.

 

Agata: Chyba każdy z nas tak miał… kompot, co za obciach 

Marcin: Dokładnie. Byłem posłusznym konsumentem – dokładnie takim jakim życzyliby sobie wszyscy szefowie marketingu wielkich korporacji. Oni kreowali wizerunek swoich produktów – a ja oddawałem im moje ciężko zarobione pieniadze. Kiedyś, kiedy kupowałem piwo byłem dumny z mojego wyboru. Że wybierałem markę x ponad y (nie wiedząc, że obie należą i tak do tego samego koncernu) Wydawało mi się, że to ja je “wybieram”. Że to ja decyduję. Bzdura. Nie możemy mówić o wolności wyboru, jeżeli nie zdajemy sobie sprawy, że możemy nie kupować i nie używać pewnych produktów. W innym razie jest to zakup kontrolowany. Majstersztyk marketingu – tak zmanipulować klienta, żeby to on czuł się w tym wszystkim zwycięzcą. Dopiero, kiedy zrozumiemy, że matrix jest matrixem możemy coś zmienić.

Producenci niezdrowego jedzenia nie zrobią tego za nas. Bo oni chcą, żebyśmy żyli w nieświadomości. Klient świadomy i oczytany jest dla nich klientem straconym.

Trzeba być czujnym i świadomym tego, że te firmy będą na wodzić za nos tak długo jak będziemy je sponsorować. Kiedy słupki sprzedaży zaczną im spadać to naturalną rzeczą będzie to, że wyjdą na przeciwko oczekiwaniom konsumentów i przestaną sprzedawać to na co nie ma popytu. Taka rewolucja przy użyciu portfela.

 

Agata: Czas najwyższy, by to konsumenci zaczęli dyktować warunki, a nie koncerny spożywcze. Im większa świadomość społeczna, tym samym firmy spożywcze będą zmuszone dostosować i zmienić swoją ofertę. Już widać pierwsze jaskółki – w hipermarketach półka ze „zdrową żywnością” stale się powiększa. 

Marcin: Uważam, że dużą rolę mogą tu pełnić już istniejące wegańskie biznesy o zasięgu globalnym. Koncerny spożywcze boją się utraty klientów, co spowoduje mniejsze przychody. Nie rozumieją jeszcze, że „hajs może się zgadzać” a tylko produkty, którymi handlują się zmienią.  Jeżeli chcą zarabiać muszą wyjść naprzeciw oczekiwaniom klientów i powiększać ofertę o produkty wegańskie. Jeżeli nie, to te pieniądze powędrują gdzieś indziej.

 

Agata: Co jeszcze dobrego dało Ci przejście na weganizm? Jakie zaobserwowałeś zmiany wewnątrz siebie? 

Marcin: Nie mam w sobie tyle wewnętrznej walki co kiedyś – żyję bardziej w zgodzie z samym sobą. Lecz jest tu też pewna trudność. Bo praktycznie wszyscy moi znajomi i rodzina żyją dokładnie takimi samymi schematami jak kiedyś. Wymaga to ode mnie wiele zrozumienia. Balansuje pomiędzy tym, żeby dać ludziom swobodę do robienia tego co im się podoba, tłumaczę mój punkt widzenia i przyczyny zmian i w tym samym czasie odpieram też często niewybredne ataki. Cytując Siarę z Killera, który spytał Wąskiego czy jemu “Czy Tobie wąski czasem sufit na łeb się nie spadł?”. I ja to rozumiem, bo jest to bardzo mocne stwierdzenie, kiedy rozmawiasz z kimś i mówisz: “Nie jem zwierząt, bo jestem przeciwny ich zabijaniu.” Burzy to całkowicie pogląd z jakim się wychowaliśmy. Że jedzenie zwierząt jest normalne, naturalne i przede wszystkim niezbędne. Bzdura.

 

Agata: Burzysz wewnętrzną, pozorną harmonię Twojego rozmówcy. Ludzie tego nie lubią… a mimo to przecież normalny przedstawiciel społeczeństwa (nie mówię tu o psychopatach) ma w sobie pewien poziom empatii i wrażliwości, prawda?

Marcin: Nikt nie lubi, gdy zwierzęta są zabijane. Nikt nie chce przykładać ręki do ich cierpienia i ludzie są oburzeni, kiedy w wiadomościach dowiadują się o maltretowanych psach lub kotach. Więc każdy ma już w sobie empatię. Tylko wmówiono nam, że niektóre zwierzęta są do głaskania i kochania, a inne nie mają uczuć i można je bezkarnie zabijać. Kwestia kultury i przyzwyczajenia. Chińczycy zabijają i jedzą psy. U nas za to samo trafisz do więzienia i będą pisać na pierwszych stronach gazet, że ktoś jest w stanie dopuścić się czegoś tak chorego jak zupa z Burka.

I w tym samym czasie osoba będzie to komentować – jedząc schabowego, który pochodzi z mięsa świni, która tak samo jak te chińskie psy nie chciała zginąć, żeby zostać czyimś posiłkiem. Podobna sytuacja jest z używkami. W niektórych krajach i kulturach konopie, czy psychodeliki są legalne i używane do tradycyjnych obrządków. W innych są piętnowane i ludzie trafiają do za ich posiadanie do więzienia. W niektórych krajach arabskich nielegalny jest alkohol – który u nas jest tak powszechny. To wszystko to absurd.

Głęboko wierzę, że każdy człowiek ma w sobie taki wewnętrzny kompas i kiedy odetniemy się od kultury i zaczniemy słuchać siebie to każdemu z nas osobno oraz kolektywnie wyjdzie to na lepsze.

Dlatego myślę, że normalną sprawą będzie to, że kiedy ludzie zaczną poznawać lepiej siebie i żyć bardziej świadomie to weganizm nie będzie już czymś dziwnym, a będzie normalnością.  

Dziwnym będzie jedzenie mięsa.

 

Agata: Póki co, w niektórych kręgach dziwne jest niejedzenie mięsa. Mówisz, że za chwilę weganizm stanie się normalnością. A ja nadal spotykam się z takim archaizmem: “dzień bez mięsa jest dniem straconym”. Takie na przykład rodzinne spotkania podczas styp czy wesel… 

A jak Ty jesteś odbierany podczas takich spotkań przy stole, masz poparcie czy czujesz się wykluczony? 

Marcin: Myślę, że jest to pół na pół. Mama stara się przygotowywać wegańskie wersje jej ulubionych ciast, a ja sam weganizuję klasyczne potrawy takie jak np żurek, czy babka ziemniaczana. To wymagające, kiedy jestem zmuszony patrzeć na to jak moi bliscy kontynuują jedzenie mięsa. Tym bardziej, kiedy wszyscy dookoła widzą, że polepszyło mi się zdrowie i samopoczucie. Ale niestety nie mam takich mocy, żeby zmienić coś za innych. Każdy jest odpowiedzialny tylko za swoje życie i swoje wybory. Dopiero, kiedy osoba zadaje pytania, to wtedy otwieram się i zaczynam opowiadać o moich motywacjach. Jestem zdania, że nie ma sensu tracić czasu i energii na ludzi, których nie obchodzi to co mamy do powiedzenia w temacie weganizmu i zdrowia. Bo zawsze są w naszym otoczeniu takie, które są tym zainteresowane i to ich powinniśmy wesprzeć na drodze do weganizmu.

 

Agata: Dobrze podsumowałeś nasz wywiad 🙂 Jeszcze raz dzięki za spotkanie.

 

Zapraszam również na bloga Marcina i na jego fan page.

https://www.facebook.com/MarcinWeganski/

http://marcinweganski.weebly.com/

______________________________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na Instagramie

17 myśli na temat “O zmianie świadomości, jaką niesie weganizm – rozmowa z Marcinem Wegańskim

  1. Bardzo ciekawy artykul, niestety ja jako dziecko PRLu czesto mialam wkladane do glowy o nabiale a dokladnie mleku 😉 Dobrze, ze te czasy za nami 🙂

  2. Super sie czytało 🙂 Pamiętam czas kiedy próbowałam ale nie wyszło zauwazyłam plusy takie jak: poprawa humoru czy ladniejsza cera 🙂

  3. Mi wegetarianizm odmienił całe życie, zwłaszcza, że przeszłam na iego mając 11 lat. Miałam wtedy już bardzo dużą samoświadomość pewnych procesów. To po prostu uczy jeść świadomie, inaczej, ostrożniej, zwracając uwagę na produkty. Weganizm, na który przechodzę bardzo podobnie, jeszcze większa cierpliwość, ostrożność i świadomość.

  4. jestem dziwolagkiem od jakiegos czasu i jest mi z tym tak dobrze, ze zaluje, ze nie zrobilam tego wczesniej! szczegolnie jak zobaczylam jak zmienia sie moje cialo, gdy nie jem nabialu i calego tego syfu.

  5. Bardzo ciekawy wywiad. Na codzień mam wegankę w domu, co nieco więc wiem na temat takiego wyboru. To nie tylko dieta ale i sposób życia/bycia 🙂
    Jest szansa, że coraz więcej osób zrozumie tę “ideologię” , zyskuje coraz więcej zwolenników. Moja córa nawet zaczęła prowadzić restaurację wegańską i coraz to więcej osób staje sie ich goścmi 🙂

  6. Fajnie się Marcin nazywa. Można powiedzieć, że kolejna osoba jest po Jasnej Stronie Mocy. 🙂

    Miło się czyta, kiedy inny człowiek opisuje proces wybudzenia podobny do naszego. Rzeczywiście na początku jest trudno zaakceptować fakt, że stary światopogląd umarł, ponieważ zainwestowało się czas i energię w przyswojenie tak wielu bzdur na temat świata, że strach porzucić stare programy i idee, a otoczenie dodatkowo chce zawrócić cię z wybranej ścieżki. Jakkolwiek stan czystości ciała i ducha powoduje, że czuje się tzw. (nie)znośną lekkość bytu i nie ma już powrotu do “było”. 😉

    Życzę Marcinowi dużo zdrowia i powodzenia. I Tobie też. 🙂

  7. No na czasie! Ja staram się nie jesc miesa od 4 miesiecy i udalo mi się już zbudować tkankę miesniową i lepiej się czuję- oj nie ciągnie mnie do miesa i widać da się życ bez niego 🙂

  8. Bardzo ciekawy wywiad. Sama nie jem mięsa od jakiegoś czasu. Moim zdaniem nie można się do tego zmuszać, a tym bardziej przekonywać innych, aby tego nie robili. To powinno przyjść naturalnie jeśli po prostu czujemy taką potrzebę.m Ja miałam dwa podejścia do rzucenia mięsa na siłę, bo chciałam zobaczyć jak to jest. No i za każdym razem się nie udawało. Aż w końcu przyszedł taki moment, że po prostu już nie chciałam jeść. Nie zmuszałam się do niczego i działałam zgodnie z własnym ciałem.
    Nadal uważam, że jeśli ktoś jest wegetarianinem czy weganinem nie ma prawa narzucać swoich poglądów innym. To idzie też w odwrotną stronę. Jednak niektórzy potrafią wpaść w taką fiksację, że chcą zbawić świat. A tak się nie da.
    Pozdrawiam
    Karina z http://www.facebook.com/jakbycszczesliwyszym/

  9. Bardzo fajna rozmowa. Rzeczywiscie robimy sobie krzywde, wybierajac to, co z pozoru takie smaczne i chodliwe, w rzeczywistosci te smaki podkrecane milionem wyostrzaczy smaku – coraz to bardziej nas uzalezniaja, tak ze juz coraz bardziej stajemy sie nieczuli na pradziwy smak jedzenia i jeszcze bardziej popadamy w uzaleznienie, z ktorego ktos czerpie korzysc materialna. Pozdrawiam serdecznie Beata

Dodaj komentarz