Kiedy muzyka leczy, a kiedy kaleczy? Muzykoterapia jako naturalna metoda leczenia. Uzdrawiający strój w muzyce 432 Hz

Share Button

Muzyka jest obecna w życiu człowieka od kołyski aż po grób. I to dosłownie. Czy potrafimy sobie wyobrazić życie bez dźwięków? Czyż nie byłoby ono ubogie i smutne? Łatwo na sobie odczuć, jak pozytywnie ta dziedzina sztuki wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne. Odpowiednia muzyka dobrze wpływa na pracę układu krążenia czy oddechowego. Muzykoterapia zmniejsza depresję, lęk, poprawia samoocenę, pomaga przy bezsenności i robi dla nas więcej. O wiele, wiele więcej.

Muzykoterapia to samodzielna metoda terapeutyczna. Terapia muzyką wykorzystywana jest w leczeniu nerwic. Zapobiega atakom paniki, leczy zaburzenia psychosomatyczne i schorzenia psychiczne.

Leczenie muzyką znane jest od bardzo dawna. Szamanizm od wielu tysiącleci wykorzystywał muzykę w uzdrawianiu. Rytmiczne bębnienie o niskiej częstotliwości generuje zmiany w funkcjonowaniu centralnego układu nerwowego, wpływając na aktywność mózgu. Wibracje bębnów regenerują układ nerwowy, komórki ciała, a także synchronizują półkule mózgowe. Stwarza to odpowiedni klimat, dzięki któremu można wejść w stan sprzyjający samouzdrawianiu.

 

Każdego z nas uzdrawia inny rodzaj i styl muzyki. Nawet jednego dnia lepiej zareagujemy na rytmiczną, dynamiczną muzykę, innym razem na bardziej relaksującą.

Muzykę jako narzędzie terapeutyczne można wykorzystywać na wiele sposobów. Oto niektóre z nich:

1.Koncerty rockowe, metalowe – „słodkie szarpidruty” w towarzystwie fanów rocka i metalu. Muzyka koncertowa energetyzuje, elektryzuje, dodaje powera. Skakanie na płycie i darcie ryja skutkuje co prawda zakwasami następnego dnia i minimalną niedyspozycją strun głosowych, ale zasadniczo w domu nie ma takich emocji. Wyjść na koncert, pobawić się, to jest to! Wyzwalane są endorfiny, które zdecydowanie sprzyjają zdrowiu. Minusem zawsze jest zła jakość dźwięku wydobywająca się z głośników.

2.Koncerty jazzowe, awangardowe, elitarne, kameralne, wirtuozerskie, grane w klubach, gdzie warunki techniczne sprzyjają odsłuchowi muzyki ze wszystkimi detalami. Muzyka dla prawdziwych koneserów, nigdy nie puszczana w radio. Przykładem takich artystów niech będą: grupy Johna Zorna lub The Residents. Tego typu koncerty na długo zapadają w pamięć. Wzbogacają i poruszają wyobraźnię.

3.Koncerty w filharmonii, opery, operetki – generalnie muzyka klasyczna jest doskonała dla naszego zdrowia. Uspokaja i porusza.

4.Festiwale na wolnym powietrzu, takie jak Woodstock, Juwenalia czy Ku przestrodze, na których „każdy śpiewać może”, jakość nagłośnienia, wykonania czy sprzęt – mają tu drugoplanowe znaczenie. Chodzi o wyszalenie się, kompletne wariactwo, taplanie w błocie, kąpiel w jeziorze, zabawę ze znajomymi, gadki do rana przy oprawie średniej jakości muzyki. Jest muzyka, jest klimat i jest ok. Oczywiście udział w takich festiwalach ładuje akumulatory na długo.

5.Słuchanie muzyki w profesjonalnym, Hi Endowym studio odsłuchowym to gratka nie tyle dla fanów muzyki, co dla fanów dźwięku. Pedantyczny do bólu wystrój studia, sterylność muzyczna i sterylność wnętrza. Tylko w takim miejscu jest szansa na odsłuch muzyki na sprzęcie wartym setki tysięcy polskich złotych. Studio odsłuchowe oczywiście można zrobić we własnym domu. To niesamowite, jak album, który znasz na pamięć, będzie brzmiał za każdym razem inaczej, jeśli jedynie podepniesz inną konfigurację sprzętową.

6.Odpowiedni dobór muzyki, zgodnej z naturą, biciem ludzkiego serca, z wykorzystaniem naturalnych instrumentów, z wykorzystaniem właściwego stroju. Za przykład podam zespół Enigma. Rzadko która kapela potrafi tak dotrzeć do wnętrza mojej duszy. Jednak coś w tym jest, że jedna muzyka potrafi Was w kilka sekund wyprowadzić z równowagi, a inna w tym samym czasie potrafi Was ukoić.

 

Wspomniałam o STROJACH (strojeniu) częstotliwości w muzyce. Czy słyszeliście o tym zjawisku?

Po miłej części humanistycznej niniejszego artykułu zapraszam na część drugą, nieco bardziej naukową. Chciałam uprzedzić ewentualne pytania i od razu się przyznam, że nie jestem ani muzykiem, ani akustykiem, ani tym bardziej fizykiem. Informacje o strojach zaczerpnęłam z różnych źródeł.  Niemniej jednak porównywałam muzykę w zakresie dwóch różnych częstotliwości, które zaraz omówię i można odczuć znaczne różnice.

Ogromne znaczenie ma muzyka, jakiej słuchamy. Dźwięk może jak brzytwa ranić nie tylko uszy, ale też i serce. Nieodpowiednia muzyka może zaburzać emocje, wprowadzać niepokój, lęk strach lub obniżyć aktywność myślową. Za to odpowiedni dźwięk może być lekarstwem na choroby, przynosi radość, dodaje energii, poprawia samopoczucie, łagodzi ból, uspokaja duszę i ciało.

Muzyka to sztuka organizacji struktur dźwiękowych w czasie. Jedna z dziedzin sztuk pięknych, która wpływa na psychikę człowieka przez dźwięki. Struktury dźwiękowe składają się z zestawów fal akustycznych o celowo dobranych częstotliwościach i amplitudach oraz ciszy pomiędzy nimi. Tak brzmi definicja muzyki (źródło: Wikipedia).

 

Skupmy się teraz na częstotliwościach, będących fizycznym elementem dźwięku.

Kto grał na instrumencie, z pewnością spotkał się z kamertonem. Kamerton służy do strojenia instrumentu. Obowiązującym obecnie na całej Ziemi strojem jest strój o częstotliwości 440 Hz, o brzmieniu A- dur i A-moll (w gamie dźwięk la). To tak jakby A 440 Hz było kamertonem dla każdej muzyki w każdym zakątku naszej planety. Strój 440 Hz obowiązuje od 1939 roku. Wcześniej obowiązywał strój pitagorejski, zgodny z harmonią wszechświata: 432 Hz. Kto i w jakim celu to zmienił?

 

Częstotliwość 432 Hz a 440 Hz

Strój został zmieniony z 432 Hz na 440 Hz w roku 1917 z inicjatywy Rockefellerów, a następnie w 1939 roku Anglia i Niemcy wprowadziły legislację standaryzującą tę częstotliwość jako ISO 16 dla strojenia wszelkich instrumentów. Od 1953 roku muzyka na całym świecie została dostrojona do 440 Hz.

O powrót do tej częstotliwości od lat niestrudzenie walczy duża grupa muzyków na całym świecie. Świat muzyczny wciąż definitywnie wyrażał swój sprzeciw w tym temacie. Dlaczego ustalono inne standardy stroju, skoro większość muzyków z całego świata się z tym nie zgadzała?

Obrońcy barokowego strojenia (432 Hz) twierdzą, że strój A 440 Hz jest bardziej agresywny, wyraźnie “kłuje” w uszy, natomiast strój A 432 Hz jest czystszy, bardziej klarowny, solidniejszy, łagodniejszy i przyjemniejszy dla uszu.

Częstotliwość 440 Hz uważana jest za częstotliwość destrukcyjną. Muzyka o tej częstotliwości prowokuje do kłótni, podziałów, wojen. Stymulując mózg, wprowadza dysharmonię, przyczyniając się do powstawania chorób.

Częstotliwość 432 Hz jest pierwotna i naturalna, stąd też nazywa się ją również częstotliwością kosmiczną. Jest dźwiękiem uzdrawiającym.

Częstotliwość 432 Hz to wszystkie naturalne dźwięki występujące w przyrodzie, np.:

szum drzew
śpiew ptaków
szum płynącej wody
brzęczenie owadów

 

Częstotliwość 432 Hz często określana jest też jako częstotliwość pitagorejska, ponieważ Pitagoras opracował pierwsze jej zasady. Według niego w strojeniu dźwięków używano stosunku 3:2 i według tego stroju uzyskano dźwięk A=432 Hz. Dźwięk „A” Verdiego, znany jako strojenie A = 432 Hz jest matematycznie spójne ze wszechświatem.

Muzyka opierająca się na 432 Hz transmituje korzystnie uzdrawiającą energię, ponieważ jest czysty dźwięk podstawowej matematyki natury.

Miałam okazję być na koncercie Leszka Możdżera, podczas którego artysta grał na dwóch fortepianach. Jeden był nastrojony na częstotliwość 440 Hz, a drugi na 432 Hz. Niesamowite było porównać te same utwory zagrane na dwóch różnych fortepianach, trudno było nie zauważyć różnicy.

Polecam samemu poeksperymentować. Stroje to nie żadna teoria spiskowa, o czym możecie się sami przekonać.

 

Koncertu Leszka Możdżera wysłuchał również Jerzy Zięba

 

_________________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na
Instagramie

 

Źródła:
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/muzyka-konspiracja-stroju-cz1
http://muzyka.onet.pl/jazz/leszek-mozdzer-dzwiek-obracajacej-sie-ziemi/0krw2

432 Hz – ZAKAZANY STRÓJ W MUZYCE

41 myśli na temat “Kiedy muzyka leczy, a kiedy kaleczy? Muzykoterapia jako naturalna metoda leczenia. Uzdrawiający strój w muzyce 432 Hz

  1. Kiedy potrzebuję terapii dźwiękami, najlepiej sprawdzają się u mnie odgłosy natury, dlatego lubię chodzić na spacery, kiedy humor mam nienajlepszy. Niestety to prawda, że nieodpowiednio dobraną muzyką można sobie pogorszyć nastrój, dlatego mój sposób jest bezpieczniejszy i świetnie koi nerwy 🙂

  2. Przyznam, że chyba nie jestem aż takim melomanem, by rozróżnić “gołym” uchem częstotliwości 🙂 Nie wyobrażam sobie jednak życia bez muzyki 🙂

    1. A może spróbuj porównać ten sam utwór pod kątem częstotliwości? Wpisz w YT “Nothing else matters” Metalliki. Odsłuchaj najpierw strój 432 Hz, a potem 440 Hz. Strój wyższy wyraźnie kłuje w uszy!

  3. Mi obecny strój nie przeszkadza 😉
    Od dziecka jestem przyzwyczajona do kamertonu w tej częstotliwości 🙂

    A wiesz, że pisałam pracę magisterską zastosowaniu muzykoterapii w DPS ? 🙂 Pracowałam tak przez prawie rok z bardzo dobrym skutkiem 🙂

  4. Cholerka, niby tylko 8 herców, a taka różnica. Nie znałem tej teorii (wstyd, bo jestem muzykiem). Mega ciekawe, inspirujące!

  5. Bardzo ciekawy tekst! Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki! W domu bardzo często jest włączone choćby tylko radio, a w pracy to już musowo, dzień zaczynam od uruchomienia sprzętu grającego 😉

  6. Kiedy byłam w ciąży mój mąż śpiewał dziecku – wtedy jeszcze w brzuchu- piosenkę o ogórku. Kiedy córka się urodziła, ta piosenka uspokajała ją najlepiej – koniecznie w wykonaniu taty 🙂 muzykoterapia stosowana!

  7. O stroju 432 dowiedziałam się właśnie od Leszka Możdżera. Z pewnością coś jest na rzeczy, bo nawet na pierwszy rzut oka strój 432 jest przyjemniejszy, łagodniejszy w odsłuchu, mniej drażniący nawet w przypadku bardziej kakofonicznych dźwięków. Zazdroszczę bardzo obecności na koncercie! 🙂 <3
    PS. Dopisek o Ziębie – bezcenny! 😀

  8. Uwielbiam muzykę i taniec przy niej! Wyzwala we mnie mnostwo energii i pozytywnych emocji, choć nigdy nie analizowalam az tak szczegolowo jej brzmienia. Dobrze wiedziec 🙂

  9. Interesujące. Ja zastanawiałam się kiedyś nad tym, w jaki sposób słowa w muzyce na nas wpływają nawet jeżeli nie znamy danego języka i myślę, że znacznie. 😉
    Pozdrawiam ciepło!

  10. Uwielbiam i toleruję muzykę pod każdą postacią – zależnie od nastroju. Czasem wybieram rocka, innym razem muzykę klasyczną 🙂 I w sumie to zaskoczyłaś mnie tą ustaloną częstotliwością, pierwszy o tym słyszę – człowiek uczy się przez całe życie.

  11. Wszystko to, co piszesz to szczera prawda. Muzyka od dawna służy jako lekarstwo na wiele dolegliwości, a jednak mało kto wie o strojeniu 432 Hz. Niby taka mała różnica, bo tylko o 8 Hz, ale za to, jak odmienne reakcje. Zawsze, gdy jestem zdenerwowany, zakładam słuchawki i odpływam przy dźwiękach wybranych przez siebie melodii. Będę do tego musiał dodać zaprezentowaną przez Ciebie playlistę.

  12. Ciekawe informacje, zupełnie nie znam się na temacie, ale nawet ja usłyszałam różnicę słuchając tego samego utworu najpier w 432 a później w 440 Hz – szok!
    Dzięki za przybliżenie tematu.

  13. Muzyka towarzyszy mi właściwie zawsze – podczas nauki, czytania, w samochodzie, na zakupach. Nie potrafię bez niej żyć. Ale mimo że mam niezły słuch muzyczny, nie wiem, czy udałoby mi się wychwycić tę różnicę. Natomiast ,,In the air tonight” to rzeczywiście jedna z piosenek, które niesamowicie mnie uspokajają. 🙂

  14. Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki! W zależności od nastroju sięgam po totalnie różne gatunki. Muzyka towarzyszy mi w drodze do pracy, w pracy, przy gotowaniu, przy pisaniu, czytaniu! Muzykoterapia jak się patrzy 🙂

Dodaj komentarz