Jaki świat zostawimy przyszłym pokoleniom, zależy tylko od nas. Rozmowa z Aśką Rzeźnik, wegańską autorką z Palermo

Share Button

Dzisiejszym gościem na wegedrodze jest Aśka Rzeźnik, wegańska aktywistka, autorka bloga www.mortycja.com, zaangażowana w promowanie idei weganizmu działaczka na rzecz obrony zwierząt, miłośniczka kotów i tatuaży, założycielka fejsbukowej grupy weganizujemy Polskę, autorka książki Smart Vegan.

 

Agata: Witaj Asiu, fajnie, że przyjęłaś zaproszenie do wywiadu, bo ciekawych rozmów nigdy za wiele 😉 Bardzo aktywnie działasz na rzecz promocji i edukacji weganizmu. Prowadzisz grupy na FB: weganizujemy Polskę oraz Smart Vegan. Masz kontakt z wieloma młodymi ludźmi. Jakie są Twoje obserwacje odnośnie popularności weganizmu?

Aśka Rzeźnik:

Z prawdziwą radością zauważam ekspansję weganizmu – mam wrażenie, że to się coraz bardziej rozprzestrzenia. Nie chodzi jednak, na szczęście, o modę, zwykł trend, który tak jak inne w końcu przeminie. Tutaj w grę wchodzi raczej rosnąca świadomość społeczeństwa. Powoli budzimy się z letargu i przestaje nas cieszyć bezmyślna konsumpcja wszystkiego, co tylko się da. Zaczynamy zwracać uwagę na to, co jemy, bo wiemy już, że ma to ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. Widzimy, do jakiego stanu doprowadzamy planetę, na której żyjemy, i to, że jak tak dalej pójdzie, to nasze wnuki nie będą miały, gdzie żyć. Wreszcie otwieramy oczy również na cierpienie zwierząt. Posunęłabym się do śmiałych wniosków, że zaczyna się rewolucja, której już nie da się powstrzymać. Weganizm będzie coraz bardziej rósł w siłę, co już można zauważyć – nie tylko otwierają się kolejne wege knajpy czy firmy produkujące roślinne produkty, ale tradycyjne restauracje serwujące mięso wprowadzają wegańskie opcje do swoich menu, zaś firmy, które skupiały się dotąd na produkcji produktów mięsnych, biorą się za produkty wegańskie (przykłady pierwsze z brzegu: firmy Profi, Sokołów). Weganie czy osoby, które dążą do weganizmu, stały się zauważalną grupą odbiorców, która ma głos ma rynku. Wróżę nam bardzo optymistyczną przyszłość.

 

Agata: Przynajmniej do wegetarianizmu Polacy pomału przywykli. Jedzenie mięsa już tak bardzo nie dziwi jak kilkanaście lat temu. Może niedługo weganizm też nie będzie nikogo gorszył. Ciągle jednak można się spotkać wręcz z wrogim nastawieniem osób wszystkożernych. Z czego może wynikać ta wrogość?

Aśka:

Wrogość – mam wrażenie – zazwyczaj wynika z niewiedzy i… lęku przed nieznanym. Ciężko mi udzielić jakiejś rzetelnej odpowiedzi, bo nie znam osobiście osób, które wygłaszają takie durnoty jak w filmie weganizm-czy to mądre?,więc trudno mi mówić z całą pewnością o ich motywach, zaznaczam więc, że moja odpowiedź na to pytanie to wyłącznie hipoteza. Być może ludzie wrodzy wobec weganizmu, manifestujący tę wrogość głupimi filmikami i memami, zwyczajnie boją się, że weganizm tak zawojuje świat, że wkrótce nie będzie można kupić w sklepie mięsa czy krowiego mleka? A przecież takie jedzenie to jedyne, co te osoby znają, to coś, czym żywili się całe życie, i co – jak im wpajano – jest jedyną słuszną (bo przecież zdrową i konieczną do prawidłowego rozwoju i funkcjonania, jak się uczymy na lekcjach biologii) opcją żywienia. Te osoby zamykają się wtej swojej jedzeniowej strefie komfortu, więc nic dziwnego, że mogą bać się, że weganizm za bardzo wkroczy do ich życia. Jeśli myślą, że weganie jedzą tylko sałatę i kamienie, no to faktycznie mają się czego bać 🙂

 

Agata: “Miej sumienie, jedz kamienie”… Weganom bardzo łatwo i chętnie “udowadnia się”, jacy to źli ludzie. Odczuwam, że na wegan nakłada się obowiązek bycia „świętymi”, a każde „odstępstwo” jest piętnowane. No więc zarzuca się weganom, że zbyt mało dają z siebie, by ocalić te wszystkie biedne zwierzęta. Albo że rośliny też czują i nie powinny być zjadane. Z jakim największym absurdem polemicznym Ty się spotkałaś?

Aśka:

Mnie najbardziej bawią argumenty typu “taka z Ciebie dobra weganka, tak dbasz o zwierzęta, ale chore / głodujące / urabiające się za miskę ryżu / jakiekolwiek dzieci masz gdzieś, umrzyj”. Co warto dodać, te pseudo argumenty padają zazwyczaj z ust osób, które mają gdzieś i wszelkie dzieci świata, i zwierzęta, i w ogóle wszystko i wszystkich, co sięga poza czubek ich własnego nosa. W sytuacji, kiedy ktoś inny robi coś dobrego, stara się jakoś zmienić ten świat na lepsze, choćby jakimiś małymi kroczkami, to te osoby najwyraźniej czują się zagrożone albo może… czują wyrzuty sumienia? Nie wiem, ale jakoś ich musi uwierać to, że ktoś inni ośmiela się wystąpić poza szereg.

 

Agata: No, Ty na pewno nie należysz do osób bojących się wyjść przed szereg 🙂 A Twoje początki przejścia na weganizm były trudne? Jakich rad udzieliłabyś osobom planującym przejście na dietę roślinną? Czy dziś weganizm jest łatwiejszy niż kiedyś?

Aśka:

Moje początki były – jak zawsze podkreślam – pełne frustracji. Jestem perfekcjonistką, więc chciałabym wszystko od razu zrobić idealnie. Gdy zatem postanowiłam, że oto nadszedł ten dzień, gdy całkowicie przechodzę na weganizm (wcześniej byłam wegetarianką pół roku i co jakiś czas rezygnowałam z kolejnej grupy niewegańskich produktów), chciałam, by faktycznie tak się stało, by wszystko, czego się tykam, było 100% wegańskie. Niestety, okazało się to trudniejsze niż myślałam, bo nie dość, że musiałam nagle czytać składy wszystkich produktów (jak wszystkim weganom dobrze wiadomo – serwatka może czaić się wszędzie!), to jeszcze dowiedziałam się, że znaczna część kosmetyków też wegańska nie jest, a tutaj już nie wystarczyło czytać składów… Choć te moje początki były nie tak dawno, bo niecałe 3 i pół roku temu, to dziś – gdy ktoś przechodzi na weganizm – z pewnością jest o wiele łatwiej. Wegańskie produkty są wszędzie, kupienie wegańskiego żółtego sera na kanapkę, sojowej wędliny czy nawet bezmlecznych krówek (za którymi ja po przejściu na weganizm baaaardzo tęskniłam) to żaden problem. Coraz więcej produktów kosmetycznych oznaczanych jest różnymi wegańskimi certyfikatami, a do tego mamy stale aktualizowany blog Happy Rabbit, więc wegańskie zakupy kosmetyczne też są dziś bardzo proste. A w księgarniach półki uginają się od wegańskich książek kucharskich…

No żyć nie umierać! To idealny czas, aby przejść na weganizm! Jeśli ktoś się na to teraz zdecyduje, to najważniejsza rada, jakiej mogę udzielić, to – nie zwracaj uwagi na innych, bez spiny rób swoje, nawet małymi krokami, jeśli tak Ci łatwiej, i nie przejmuj się potknięciami, bo to, że po tygodniu na diecie roślinnej skusisz się na niewegańskie czipsy, wcale nie przekreśla twoich starań. Jeśli ktoś – a z pewnością znajdą się tacy, bo internet jest pełen wegan świętszych od papieża i zawsze gotowych wytykać cudze błędy – będzie Ci chciał dopiec, wytknąć błędy, udowodnić, że żaden z Ciebie weganin, to miej go w głębokim poważaniu i rób swoje!

 

Agata: W Sycylii, gdzie na co dzień mieszkasz, masz dostęp do świeżych owoców i warzyw. Jak wygląda Twoje włoskie menu? Jak Ci się tam mieszka?

Aśka:

Szczerze mówiąc moje sycylijskie menu nie różni się jakoś znacząco od tego, co i jak jadłam mieszkając w Polsce. Jeśli chodzi o owoce i warzywa, w sklepach jest to, co w Polsce… no może poza korzeniem pietruszki i surowym burakiem (gotowane buraki za to można kupić!), tego nie sposób tutaj dostać, ku mojej rozpaczy. Gdy przed świętami byłam w Polsce, to specjalnie wiozłam stamtąd surowe buraki na wigilijny barszcz!

Za to jest o wiele większe bogactwo wegańskich produktów w sklepach – w supermarketach poza tym, co dostępne także w Polsce, bez problemu dostaniesz mrożoną pizzę, tempeh, seitan czy jogurty we wszelkich smakach. Wszystko to, rzecz jasna, wegańskie. Jest więc w czym wybierać. Troszkę gorzej jest z jedzeniem na mieście – Sycylijczycy są konserwatywni, jeśli chodzi o kuchnię, więc nawet w tak dużym mieście jak Palermo nie ma za wiele wegańskich opcji. A  że oni też po angielsku za bardzo nie potrafią mówić, to nie ma opcji, aby dogadać się na coś wegańskiego spoza menu. Na szczęście włoskie pomidory są tak pyszne, że pizza marinara czy makaron z sosem pomidorowym lub pasta alla norma (makaron z sosem pomidorowym i bakłażanem, jedno z najpopularniejszych sycylijskich dań), które można dostać w większości knajp, zadowolą każdego głodnemu roślinożercę. Więcej o weganizmie na Sycylii pisałam na blogu, więc zainteresowanych tym tematem zapraszam właśnie tam, żeby się nie powtarzać weganizm na Sycylii.

 

Agata: Masz rację! Polacy, z którymi rozmawiałam, a którzy na co dzień mieszkają w różnych krajach Europy, skarżą się na braki surowych buraków w sklepie. I ja nie rozumiem tego fenomenu. Pytanie od kuchni strony: Czy gotowanie bez składników odzwierzęcych takich jak jajka czy mleko jest dla Ciebie trudne i czasochłonne?

Aśka:

Absolutnie nie! Kocham gotować, wymyślać nowe przepisy i karmić moich bliskich pysznościami, ale nie znoszę stać godzinami przy garach. W kuchni jestem tak bardzo praktyczna jak tylko się da i staram się wszystko zrobić jak najprościej i jak najszybciej. Składniki odzwierzęce zamieniam na roślinne bardzo prosto – zamiast mleka krowiego – roślinne, zamiast jajka w kotletach, pasztetach, plackach i ciastach – papka z siemienia lnianego (1 łyżka zmielonego siemienia + 3-4 łyżki wrzątku, mieszamy, odstawiamy na 10 minut i gotowy zastępnik 1 jajka), a zamiast masła – roślinna margaryna (ostatnio Kasia bez laktozy, którą przywiozłam sobie z Polski na spróbowanie, wcześniej korzystałam również z Planty) lub rafinowany olej kokosowy. Oto moje złote trio wegańskich przepisów!

 

Agata: Prostota przede wszystkim 🙂 Myślałaś o własnym kanale na You Tube?

Aśka:

Myślałam, myślałam, cały czas myślę… Nawet podjęłam już pierwsze nieśmiałe próby, coś tam na moim kanale już jest, ale wciąż jakoś ciężko mi się zmotywować, aby regularnie nagrywać… Mój chłopak jednak ciągle mnie wypytuje, co z tym vlogiem, więc pewnie będzie tak jak z książką, którą napisałam trochę z przekory, żeby przestał mnie wreszcie męczyć tymi pytaniami 😉

 

Agata: No właśnie, książka 🙂 Niedawno wydałaś swój pierwszy poradnik „Smart Vegan”, w którym odkrywasz swoje kulinarne asy. Co Cię skłoniło do jej napisania i czy przewidujesz napisanie drugiej części?

Aśka:

No właśnie, książka – napisanie i wydanie jej było spowodowane po pierwsze tym, że zawsze marzyłam o własnej książce, a po drugie – niszą na rynku. Zauważyłam, że nie ma takiego elementarza dla początkujących wegan, a bardzo by się przydał. Sama chciałabym – gdy przechodziłam na weganizm – mieć taką książkę, która poprowadzi mnie za rękę, rozwieje wszelkie dziwne mity, pokaże, co i jak robić, nauczy prosto i szybko gotować… Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się taką – że tak nieskromnie powiem – biblię weganizmu stworzyć. Mam nadzieję, że dzięki niej nikt już nie będzie musiał przeżywać takich frustracji, jakie przeżywałam ja podczas swoich trudnych początków. W tej chwili pracuję już nad kolejną książką i na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że będzie to kolejna część “SMART VEGAN”, ale będzie szła w trochę innym kierunku niż część pierwsza. Mam nadzieję, że uda się ją wydać jeszcze w tym roku, no ale zobaczymy…

 

Agata: Dlaczego warto zrezygnować z mięsa?

Aśka:

Przede wszystkim dlatego, że jest po prostu niezdrowe. Każdy, komu zależy na swoim zdrowiu (a to chyba coś, co przynajmniej w teorii łączy nas wszystkich) powinien zrezygnować lub znacznie obniżyć ilość spożywanego mięsa. Nie jestm naukowcem, a i pamięci dobrej do tych wszystkich badań, nie mam, więc tutaj odsyłam do książek ludzi mądrzejszych w tym temacie ode mnie – dr Gregera i jego “Jak nie umrzeć przedwcześnie” oraz dr Campbella i jego klasyku “Nowoczesne zasady odżywiania”.

 

Agata: Asiu, bardzo dziękuję za inspirującą rozmowę 🙂

 

Wywiadu udzieliła

Aśka Rzeźnik

BLOG
FACEBOOK
INSTAGRAM

GRUPA FB
weganizujemy Polskę

KSIĄŻKA
www.smartvegan.pl

______________________________________________________________________________________________
Spodobał się artykuł? Uważasz, że inni powinni go przeczytać? Będzie mi miło, jeśli go udostępnisz lub skomentujesz,
dołączysz do mojego fanpage na Facebooku
dołączysz do obserwatorów na Instagramie

 

20 myśli na temat “Jaki świat zostawimy przyszłym pokoleniom, zależy tylko od nas. Rozmowa z Aśką Rzeźnik, wegańską autorką z Palermo

  1. Oglądałam dziś wykład na yt dotyczący tej tematyki. Popłakałam się i wciąż nie mogę dojść do siebie. Od kilku miesięcy nie jem mięsa, ale z nabiału i ryb jeszcze nie zrezygnowałam. Myślę, że to kwestia czasu.

  2. Dużo słusznych spostrzeżeń, zwłaszcza te o weganach “świętszych od papieża”. Ja nie jem mięsa już od około osiemnastu lat, ale w oczach wielu wegan jestem na pewno straszną hipokrytką.
    Aha, i wegetarianizm nadal dziwi w niektórych kręgach 🙂 Całkiem niedawno zaproponowano mi na obiad makaron z mlekiem, i to z pełną powagą 🙂

    1. Jeśli zastanowisz się nad powodami, dla których ludzie przechodzą na weganizm, znajdziesz odpowiedź. Ale odpowiem Ci. Może Cię to zdziwi, ale niektórzy weganie lubią smak mięsa, ale rezygnują ze swoich fanaberii na rzecz życia zwierząt. Niektórzy tęsknią za smakiem mięsa.

  3. Fajny i potrzebny wywiad. Zgadzam się, że weganizm i wegetarianizm zatacza coraz szersze kręgi, zwłaszcza w państwach o lepszej pozycji gospodarczej niż nasza Polska i np. w Niemczech coraz więcej ludzi świadomie wybiera taką dietę ze względów nie tylko zdrowotnych ale i humanitarnych. Mam wrażenie, że poziom świadomości naszego społeczeństwa też się powoli jednak zmienia i coraz mnie ludzi dziwi się, że nie jem mięsa (chociaż niekiedy nadal stanowi to sensację). Podoba mi się nazwisko tej Pani weganki – Rzeźnik 😉

  4. Jem wszystko, lubie warzywa, kuchnie wege i mięso. Nie wydaje mi sie, aby weganskie dania byly zarezerwowane tylko dla wegan Czerpiemy od siebie, a wrogosci nie zauwazylam, wiec jest wspaniale i smacznie. Tyle z mojego podwórka

  5. Tolerancja przede wszystkim. Nic nikomu do tego, co kto je i jak. Gdybyśmy wszyscy podchodzili do siebie z szacunkiem na świecie byłoby lepiej 🙂 Wegańskie dania są naprawdę smaczne, miałam okazję się o tym przekonać. Ostatnio ograniczyłam jedzenie mięsa, może małymi kroczkami uda mi się go całkowicie wyeliminować.

  6. Choć już od kilku lat jadłam bardzo mało mięsa, tak może raz w miesiącu, to dopiero niedawno podjęłam decyzję, żeby przestać je jeść zupełnie – kilka ostatnich razy odbierało mi apetyt i stwierdziłam, że wystarczy. Od razu inni zaczęli mi się podejrzliwie przyglądać, czy teraz będę ich nawracać, czy zacznę ich opieprzać za jedzenie mięsa albo zmuszać do podzielania mojego światopoglądu. Myślę że ta awersja wynika z podejścia “moja racja najmojsza” które jest znane chyba każdemu z nas, ale u wege ludzi szczególnie to widać, bo jedzenie to osobista i bardzo drażliwa sprawa. Trudno jest nam przyjąć, że ktoś inny może czuć i myśleć inaczej niż my i w dodatku może to być ktoś bliski, i zaczynamy z tym walczyć. Jest wielu takich wegan, którzy są gotowi pluć na mięsożerców jadem, mięsożerni dostają później alergii na słowo weganin i koło się zamyka. A przecież człowiek też jest z mięsa i zasługuje na szacunek:) nawet jeśli go zupełnie nie rozumiemy i nie popieramy, to nie możemy wszystkich zmienić i to już nasza bezsilność, z którą trzeba się zmierzyć, a nie obwiniać o nią świat.

Dodaj komentarz